Zayna nie było w swoim hotelu, co jednak
jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło. Wiedziałam, że znalezienie go nie będzie
łatwym zadaniem. Po tym, jak przeszukałam wszystkie miejsca, w których
spodziewałabym się go znaleźć, postanowiłam zadzwonić do Perrie. Być może ona
wiedziała, gdzie może być. Może był z nią.
-Halo? –zaśpiewała była dziewczyna Zayna po drugiej stronie
telefonu.
-Hej, Perrie. Tu Megg. –powiedziałam wolno, niepewna jej
reakcji. Nienawidziła mnie, czemu się nie dziwiłam; W końcu odbiłam jej
chłopaka. –Proszę, nie rozłączaj się.
-Czego chcesz? –wycedziła, a ja mogłam usłyszeć jak bardzo jest
na mnie zła.
-Nie wiesz może, gdzie jest Zayn? –zapytałam, zagryzając nerwowo
wargę.
-Żartujesz? –Perrie roześmiała się bez krzty wesołości. –Naprawdę
masz tupet, dzwoniąc z tą sprawą do mnie. Dlaczego miałabym ci powiedzieć,
gdzie jest?
-Bo myślę, że Zayn ma kłopoty. –odparłam cicho.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Po prostu to wiem. –westchnęłam. –Perrie, to nie czas na nasze
kłótnie. Teraz najważniejsze jest to, bym go znalazła i przemówiła mu do rozumu.
Błagam, jeśli masz pomysł, gdzie może być, powiedz mi.
W słuchawce zapadła cisza. Wiedziałam, że Perrie najchętniej
wyzwałaby mnie od najgorszych, a potem rozłączyła się, ale tak samo jak mnie,
zależało jej na czarnowłosym.
-Wiem, gdzie jest. –powiedziała. –Jest takie miejsce, gdzie
zawsze ucieka, gdy… nie wszystko idzie po jego myśli, łagodnie mówiąc. Sama bym
tam poszła, ale jak się domyślam, to znowu ma wszystko związek z tobą. –wściekłość
w głosie dziewczyny była aż nadto słyszalna. –Wiedz, że pomagam ci tylko ze
względu na niego.
-Wiem. I dziękuję ci za to.
-Jest w klubie Underground, na samym końcu Londynu. To kompletna
dziura, bardzo tam niebezpiecznie. Chodzą tam ludzie, którzy nie mają nic do
stracenia.
-Okej, złapię taksówkę.
-I, Megg… -dodała jeszcze Perrie. –Sam fakt, że Zayn tam
poszedł… Cóż, spodziewaj się najgorszego.
Serce boleśnie zacisnęło mi się w
piersi. Przełknęłam ślinę i powiedziałam coś na kształt podziękowania i
pożegnania. Gdy się rozłączyłam, natychmiast przywołałam taksówkę i podałam
adres. Kierowca spojrzał na mnie spod uniesionych brwi, ale nie zadawał pytań.
Usiadłam głębiej na tylnim fotelu i zamknęłam oczy.
Co mogłam zastać w klubie Underground? Po co Zayn tam poszedł?
Im bardziej oddalaliśmy się od
centrum Londynu, tym bardziej opustoszała i ponura okolica się stawała. Nerwowo
przeczesywałam wzrokiem otoczenie; Co jakiś czas pojawiali się mężczyźni w
kapturach. W wszechobecnej ciemności było widać jedynie żarzące się końcówki
ich papierosów i skrętów.
Taksówka zatrzymała się, a ja
zapłaciłam za kurs. Pełna strachu i niepewności, wysiadłam i skupiłam wzrok na
czerwonym, mrugającym szyldzie z napisem „Underground”. Do klubu prowadziły
strome schody w dół, a przed nimi stał barczysty mężczyzna z surowym
spojrzeniem. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się nieporadnie.
-Mogę wejść? –zapytałam, na co spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Idź do domu, dziecko. –powiedział. –Nie znajdziesz tu niczego
dla siebie.
-Mój przyjaciel tu jest.
-A więc pewnie nie chce, by ktokolwiek go znalazł.
-Błagam pana, ja muszę tam wejść. –zrobiłam krok do przodu. –To
bardzo ważne.
Ochroniarz westchnął i wzruszył ramionami.
-Jak chcesz, bardzo proszę. –odparł. –Ale dobrze ci radzę…
Nie usłyszałam jego rady, bo już byłam w połowie schodów na dół.
Głośna, dudniąca muzyka atakowała moją głowę, potężne basy wstrząsały podłogą.
Weszłam do
środka i moim oczom ukazało się ciemne, zadymione pomieszczenie, w którym
przebijały się smugi czerwonego światła. Panował tu ogólny hałas; zewsząd
dobiegały mnie śmiechy, krzyki i odgłosy, których nie powinno być słychać w
ogólnodostępnym, publicznym klubie. Moim oczom ukazała się para, która
namiętnie oddawała się sobie w kącie pomieszczenia. Byłam pewna, że spotkałabym
jeszcze i osiem takich par, gdybym wytężyła wzrok. Szłam do przodu, mając mocno
ograniczone widzenie. Czasem wpadałam na kogoś, czasem ktoś wpadał na mnie,
rozlewając mi na bluzkę kufel piwa. Nigdzie nie było ani śladu Zayna.
Zaczynałam się robić coraz bardziej niespokojna. Kilka razy ktoś próbował
zaciągnąć mnie do tańca, nieraz zostawałam klepnięta w tyłek.
Po męczących i upokarzających kilku minutach
stwierdziłam, że czarnowłosego tutaj nie ma. Wyminęłam sporą grupkę ćpunów,
wymachujących igłami w ręku.
Przełknęłam ślinę i skierowałam się do wyjścia. Już miałam wejść
na schody, kiedy trzech mężczyzn zastąpiło mi drogę. Byli wysocy, młodzi i
łysi. Powieki lekko im opadały, cuchnęło od nich chemią i alkoholem. Wyglądali
potężnie i niebezpiecznie.
Przeklęłam się, że przyjechałam tu sama. Co ja sobie w ogóle
myślałam?
-Wybierasz się dokądś, ślicznotko? –zapytał jeden z nich, na co
pozostała dwójka zarechotała gardłowo.
Moje serce ścisnęło się boleśnie. Gdzie, do cholery, jest Zayn?
~~Perrie~~
Bębniłam
palcami o szklaną powierzchnię blatu coraz głośniej i głośniej. Non stop
zagryzałam wargę i marszczyłam brwi. Czułam się podle z tym, co zrobiłam.
Wysłałam Megg do najprawdopodobniej najgorszego i
najniebezpieczniejszego miejsca w Anglii. Co było ze mną nie tak? Gdy tylko
dowiedziałam się o tym, że odbiła mi Zayna, miałam ochotę ją zabić, dosłownie.
Byłam gotowa ją zniszczyć, pozwalałam Danielle pogłębiać moją nienawiść do
Megg. To ona wpadła na pomysł wysłania Megg do „Underground”. Zgodziłam się
wtedy bez wahania, jednak teraz miałam mieszane uczucia. Serce waliło mi młotem
w piersi, nie mogłam skupić się na niczym innym.
Zayn opowiadał
mi o „Underground”; Był tam kilka razy, na początku swojej kariery z One
Direction, kiedy nie mógł sobie poradzić z presją związaną ze wciąż narastającą
sławą. Mówił, że można tam było spotkać każdego. Tam nie było barier, ludzie
chodzili wiecznie naćpani i przypici. Gdy się tam było, czas płynął inaczej.
Zayn miał jednak pieniądze i pewne znajomości, więc nigdy nic mu nie zagrażało
w „Underground”. Dla Megg z kolei, wizyta tam oznaczała… coś naprawdę
niedobrego.
Zaczynało do mnie docierać, że mogę ją naprawdę skrzywdzić.
Przez głowę przeszła mi myśl, że gdyby stamtąd nie wróciła... Miałabym jej
życie na sumieniu.
Drgnęłam, gdy
metr ode mnie rozdzwonił się telefon. Drżącą ręką sięgnęłam po niego i
zerknęłam na wyświetlacz. To była Danielle. Odebrałam, ale nie byłam w stanie
się odezwać.
-Edwards, jesteś tam? –zapytała głośno Danielle, głosem bardzo
zadowolonym z siebie. –Wszystko załatwione?
Przełknęłam gulę, która nagle pojawiła się w moim gardle.
-Tak. Ale, Danielle… -powiedziałam cicho. –To chyba nie był zbyt
dobry pomysł. Megg może stać się poważna krzywda.
-Nie sądzisz, że jej się to należy? –niedowierzanie w głosie
Danielle było aż nadto słyszalne.
-Przecież my nie wiemy, na co dokładnie ją naraziłyśmy!
-Ależ wiemy. Naćpani kolesie ją zaczepią, zaciągną do ciemnego,
strasznego miejsca i zrobią jej kuku.
-Co? –poczułam, że zbladłam. –Danielle…
-Daj spokój, nie myśl o tym. Zresztą, i tak już za późno. Nie
zapominaj, że poderwała twojego chłopaka i przespała się z nim. Zasługuje na
wszystko co najgorsze.
Wyobraziłam sobie Megg i Zayna, spotykających się w tajemnicy,
idących do łóżka.
To przez nią straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Być może faktycznie należała jej się nauczka?
To przez nią straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Być może faktycznie należała jej się nauczka?
Biłam się z
własnymi myślami; Słyszałam pisk gotującej się wody w czajniku, ale nie
ruszyłam się, by go wyłączyć. Danielle czekała po drugiej stronie telefonu, aż
jej odpowiem. Westchnęłam i rozłączyłam się. Nie chciałam z nią rozmawiać. Sam fakt,
że nie czuła żadnych wyrzutów sumienia, sprawił, że zaczęłam poważnie
zastanawiać się nad jej osobą. Ja przynajmniej czułam się źle z tym co
zrobiłam. To już świadczyło o mnie nienajgorzej, czyż nie?
~~Megg~~
W klubie
„Underground” było zdecydowanie zbyt dużo ciemnych, opustoszałych kątów.
Zostałam zapędzona w jeden z nich, otoczona przez trzech, niebezpiecznych
facetów. Nie miałam możliwości ucieczki i nawet mój protestujący, donośny głos
nie sprawił, że ktokolwiek zainteresował się moim położeniem. Ludzie w klubie
zdawali się mnie nie zauważać. Może takie sytuacje zdarzały się tutaj niemal
codziennie i nikogo nie obchodził los ofiary? Być może byłam po prostu kolejną, młodą
dziewczyną, która miała pożałować, że się tu znalazła.
-Zostawcie mnie. –powiedziałam po raz setny, próbując ich
wyminąć.
W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech. Jeden z mężczyzn złapał
mnie za tyłek, podczas gdy drugi boleśnie wbił swoje palce w moje ramiona.
Nie miałam drogi ucieczki, nie
wiedziałam co robić. Ochrony tutaj nie było, większość ludzi była naćpana i
zapewne nie do końca ogarniała otoczenie. Jeszcze nigdy w życiu się tak nie
bałam. Telefon mi brutalnie odebrano i roztrzaskano o podłogę, na której walały
się pojedyncze strzykawki. Co ja sobie myślałam?
-Zabawimy się, maleńka. –usłyszałam jak przez mgłę. –I nie
krzycz, bo to nie ma sensu.
Chyba nie
byłabym nawet w stanie krzyczeć. Moje gardło było kurczowo ściśnięte przez
przerażenie i szok. Nie płakałam, pewnie za sprawą adrenaliny. Słowa i śmiechy potężnych
facetów ginęły w dudniącej, ryczącej muzyce. Ich ręce zaczęły wędrować po całym
moim ciele. Zamknęłam oczy.
***
Hej ;)
Wiem, że rozdział krótki, ale tylko tyle dałam radę napisać.
Wstawiłam, bo nie chciałam byście czekali znowu kolejny tydzień.
Teraz szykuje się w szkole względny luz, więc mam nadzieję, że będę mieć więcej czasu na pisanie.
Mam nadzieję, że wciąż jesteście ze mną.
xoxo