piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 44 "Coś nie tak"



Dzisiaj założyłam zwiewną, letnią sukienkę, która miała na sobie namalowane malutkie, czarne kokardki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, byłam też na boso. Dzisiejszego dnia nie musiałam nic robić; moim jedynym zadaniem było relaksowanie się. Całe One Direction pojechało udzielać wywiadu do lokalnego radia, więc w domu byłam sama. Robiąc sobie śniadanie na dole, włączyłam radio i zaczęłam lekko kołysać się w rytm muzyki. Wiedziałam, że nie mogę robić tego zbyt energicznie, więc po prostu robiłam małe kroczki.
Nagle usłyszałam za sobą szelest. Odwróciłam się i krzyknęłam, widząc postać tuż przede mną. Musiała minąć chwila, bym zdała sobie sprawę, że to tylko Zayn. Był ubrany w dżinsy i czarną koszulkę. Był boso, a na głowie miał istny nieład. Musiał dopiero co wstać.
-Cholera! –sapnęłam, łapiąc się za serce. –Nie powinieneś tak mnie straszyć!
-Wybacz. –czarnowłosy uśmiechnął się i wszedł do kuchni.
Zapach pieczonych tostów zaczął rozprowadzać się po pomieszczeniu. Podeszłam do ekspresu do kawy i nastawiłam na moją ulubioną.
-Też chcesz? –zapytałam i spojrzałam na chłopaka, który stał niedaleko, oparty nonszalancko o blat.
-Kawą nigdy nie pogardzę. –odparł, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę swoich ulubionych papierosów, Marlboro Czerwonych.
Odpalił jedną fajkę i zaciągnął się. Zszokowana spojrzałam na niego; Przecież byliśmy w kuchni, w środku domu!
-Oszalałeś? –oburzyłam się. –Nie możesz tutaj palić!
-A kto mi zabroni?
-A co ty w ogóle tutaj robisz? Nie powinieneś udzielać teraz wywiadu z resztą grupy?
-Z jaką resztą grupy?
-Z One Direction, oczywiście!
-Przecież nie jestem już z nimi w zespole. –powiedział chłopak, a ja rozdziawiłam usta.
-Jak to? –zapytałam, próbując sobie skojarzyć fakty.
-Harry nie mógł znieść faktu, że wybrałaś mnie od niego, i wywalił mnie, razem z resztą grupy.
-Przecież ja nie…
            Zmarszczyłam brwi, nagle ogarnięta jakimś dziwnym uczuciem. Coś było nie tak…
-Megg, wszystko gra? –zapytał Zayn, podchodząc do mnie i obejmując mnie w tali. Bez żadnego wysiłku podniósł mnie i posadził na blacie. Stanął między moimi nogami i teraz mieliśmy twarze na równych poziomach. Papieros tajemniczo zniknął z jego rąk. Gdzie go wyrzucił? Nie pamiętałam jak to robił.
-To nie w porządku. –szepnęłam, wsłuchana w moje trzepoczące serce. Wiedziałam, że coś się nie zgadza, ale nie mogłam ustalić co.
Zayn wplótł mi dłoń we włosy i przyciągnął do siebie. Nasze usta się spotkały, początkowo delikatnie, potem mocniej.
-Nie… -starałam się zaprotestować.
-Dlaczego nie? –zapytał czarnowłosy, sunąc ręką po mojej tali. –Jesteśmy tu tylko we dwoje. Nikt nam nie przeszkodzi…
Znowu mnie pocałował, a ja poczułam motylki w brzuchu. Coraz bardziej mi się to podobało i zapominałam o tym dziwnym uczuciu, które miałam wcześniej.
Objęłam go za szyję i całkowicie poddałam się tej chwili. Pozwoliłam chłopakowi ściągnąć mi koszulkę, która wylądowała na kuchennych płytkach.
-Och, Megg… -wymruczał Zayn. –Jesteśmy stworzeni dla siebie.
Ściągnął mnie z blatu i postawił na ziemi, by po chwili przycisnąć do drzwi lodówki. Zaczął robić się władczy, co zawsze najbardziej w nim lubiłam. Chwyciłam brzeg jego koszulki i ściągnęłam mu ją, z jego pomocą.
Czarne jak atrament tatuaże zdawały wić się po jego ciele. Czy powinny się tak ruszać?
            Oderwałam się na chwilę od niego, w tym samym czasie wyczuwając smród spalonych tostów i… ognia. Nagle zdałam sobie sprawę, że cała kuchnia jest w płomieniach.
-Megg, wszystko gra? –zapytał Zayn, stojąc dwa metry ode mnie, paląc papierosa. Czarna koszulka, którą miał na sobie, płonęła żywym ogniem.
Wrzasnęłam, i nie przestawałam krzyczeć, aż wreszcie się obudziłam.
***
            Ból głowy był tak okropny, że zakwalifikowałam go, jako najgorszy w moim życiu. Jęknęłam i wyciągnęłam rękę, by rozmasować głowę. Wyczułam, że nie mam już bandaża, co przyjęłam z ulgą. Powracałam do zdrowia, o czym świadczyła mina doktora, stojącego naprzeciwko mojego łóżka z kartą pacjenta w ręku.
-Jak się czujemy, Megg? –zapytał, a ja ostrożnie usiadłam, zaczynając się rozbudzać.
-Boli mnie głowa i… właściwie wszystko, ale poza tym jest okej. –uśmiechnęłam się i zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie.
Zbliżało się południe. Harry’ego, ani żadnego z moich bliskich nie było.
-Twój chłopak poszedł po kawę. –powiedział lekarz, widząc moją minę. –Powinien wrócić lada moment.
Uśmiechnęłam się zażenowana i kiwnęłam głową.
-Wszystko przygotowane, jesteś gotowa do wyjścia. –oznajmił. –Pamiętaj tylko, by się wypisać, jak będziesz wychodzić. I odpoczywaj przez kilka dni, a potem po trochu zwiększaj swoją aktywność fizyczną. Jeśli chodzi o seks, możesz ze spokojem zacząć od jutra. Dzisiaj zalecam jedynie leżenie, jedzenie i sen.
-A czy…
-Żadnych zawodów. –przerwał mi, domyślając się mojego nie zadanego pytania. –Nie możesz tańczyć, przykro mi.
            Wyszedł, mijając się akurat z Harrym, niosącym dwa papierowe kubki.
-Cześć, Kocie. –powitał mnie, podchodząc bliżej. –Niestety lekarz zabronił ci pić kawę, więc przyniosłem ci gorącą czekoladę.
-Cudownie. –odparłam, biorąc od niego kubek. –Marzyłam o tym.
-Jak się czujesz? –zapytał, obdarzając mnie zatroskanym spojrzeniem.
-Bywało lepiej. –wzruszyłam ramionami.
-Dobrze spałaś?
Odwróciłam wzrok, czując się jak najgorszy winowajca. To był przecież tylko sen… Dlaczego w takim razie czułam się aż tak winna?
-Mhm. –mruknęłam pod nosem i napiłam się gorącego napoju, mając nadzieję, że szybko zmienimy temat.
            Na całe szczęście drzwi się otworzyły i do środka wbiegła cała moja grupa taneczna, z Travisem na czele. Brakowało jedynie Danielle, ale wcale nie zdziwiłam się, że nie przyszła. Na pewno była rozczarowana, że przeżyłam.
-Megg! –zawołała Missy i podbiegła do mnie w ekspresowym tempie. Jej blond afro podskakiwało tak, jakby chciało dotknąć sufitu.
-Auć. –syknęłam, gdy dziewczyna mnie ścisnęła.
-Ojej, przepraszam! –krzyknęła, zasłaniając usta. Zaśmiałam się i machnęłam ręką.
-To nic takiego. –powiedziałam. –Fajnie, że jesteś.
Podchodzili do mnie po kolei wszyscy, i albo mnie tulili, albo kładli rękę na ramieniu.
Raven złapała mnie za dłoń i ścisnęła w pocieszającym geście.
-Kiedyś marzyłam, by coś ci się stało i byś nie mogła zatańczyć z nami w zawodach. –przyznała się, spuszczając wzrok. –Ale teraz wiem, że byłam głupia. Bez ciebie nie będzie to samo.
Zamrugałam, by odgonić łzy, napływające do moich oczu. Boże, uwielbiałam tych ludzi, spędziłam z nimi mnóstwo czasu; Nie mogłam uwierzyć, że to koniec.
Niall i Jessica usiedli obok mnie i zaczęli tulić z obu stron. No, może nie taki znowu koniec. Nawiązałam tu przyjaźnie, które będą trwać jeszcze bardzo długo.
-Chcieliśmy ci powiedzieć, że bardzo nam przykro, ze z nami nie wystąpisz. –powiedział Travis, na co potaknęła mu cała grupa. –Życie czasami nie układa się tak, jak byśmy tego chcieli. Mamy jednak nadzieję, że przyjdziesz na mistrzostwa i będziesz nas dopingować z widowni.
-Oczywiście. –zapewniłam natychmiast. –Jak mogłabym przegapić coś takiego?
-Na kolejnych mistrzostwach zatańczysz z nami. –powiedział Jake zdecydowanym tonem.
-Właśnie. –poparł go Scott. –Nie myśl sobie, że to jest koniec.
-Wiemy, że liczyłaś na sponsorów i potencjalnych pracodawców, od których będzie się roić na mistrzostwach. –dodał James. –Ale to nie jedna taka impreza z taką szansą. Za pół roku jest zjazd tancerzy na tak zwanej „Bitwie ulicznej”. Wielu znanych tancerzy zostało tam zauważonych.
Nadzieja jakby we mnie odżyła. Może mieli rację? Może nie wszystko skończone?
-Tak więc jak tylko wyzdrowiejesz, wracamy do treningów. –stwierdziła Jessica i spojrzała wyczekująco na Travisa.
-Jakby to nie było oczywiste. –odparł nasz trener i wszyscy się roześmiali. –Jesteśmy drużyną i pomagamy sobie nawzajem.
Uśmiech nie schodził mi z ust. Harry, siedzący w rogu pokoju, również się uśmiechał. Być może nie podejrzewał, że w grupie tanecznej są tak silne więzi i tak dobra atmosfera.
Po kilkunastu minutach, grupa pożegnała się ze mną i życzyła wszystkiego dobrego.
-Widzimy się na mistrzostwach! –krzyknął jeszcze Scott, a kiwnęłam z uśmiechem głową.
W sali został już tylko Harry i Niall z Jessicą. Pomogli mi spakować się i chwilę później wychodziliśmy ze szpitala, na piękny i słoneczny dwór.
Byłam nieco ospała i czułam się, jak za mgłą; Był to skutek lekarstw, które brałam i które będę musiała brać przez najbliższe dwa tygodnie.
            W aucie usiadłam na tylnych siedzeniach obok Harry’ego, który objął mnie i przytulił. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się.
Będę musiała zadzwonić do rodziców. –pomyślałam. -Powinni dowiedzieć się, co się stało. Ale jeszcze nie teraz… Będą kazali mi wrócić do Polski, a tego bym nie chciała.
            Samochód zatrzymał się. Harry otworzył drzwi i podał mi rękę. Wysiadłam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest noc. Tak długo jechaliśmy? A może wyszliśmy ze szpitala później, niż myślałam? Kolejną dziwną rzeczą było to, że znajdowaliśmy się na samym środku pustej autostrady. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Harry’ego, który obserwował mnie zagadkowym spojrzeniem.
-Dlaczego tutaj jesteśmy? –zapytałam, uśmiechając się lekko. Czy to był jakiś żart?
-Wiem, co zrobiłaś. –powiedział Harry poważnym tonem.
-Co? –uśmiech zniknął mi z twarzy.
-Zdradziłaś mnie, znowu.
-Nieprawda! –wiatr zawiał i zadrżałam. Było mi bardzo zimno. –To był tylko sen! To nie stało się naprawdę!
-Wiem, co zrobiłaś. Zdradziłaś mnie. –powtórzył. Jego głos brzmiał inaczej niż zawsze, sprawił, że dostałam gęsiej skórki. –Zdradziłaś mnie, znowu.
-Harry…
-Wiem, co zrobiłaś.
Coś było nie tak. Zdezorientowana spojrzałam na auto i z przerażeniem stwierdziłam, że za kierownicą nie ma Nialla, a obok niego nie ma Jessici. Gdzie się podziali?!
Zrobiłam krok w tył, a Harry krok w przód. Bałam się go, to nie był mój Harry.
-Wiem co zrobiłaś. –powiedział. –Zdradziłaś mnie, znowu.

            Gwałtownie się obudziłam, natychmiast nabrałam powietrza. Drżałam i było mi słabo.
-Megg? –zapytał Harry, patrząc na mnie z troską i niepokojem.
Wciąż znajdowaliśmy się w aucie, był dzień i zbliżaliśmy się do domu. Rozpoznawałam okolicę, nie było tu żadnej autostrady. Przed nami siedzieli Niall i Jessica.
-Musiałam zasnąć. –odparłam cicho, nerwowo rozglądając się wokoło.
Nawet nie spostrzegłam, kiedy rzeczywistość zamieniła się w sen. A najgorsze było to, że sen wydawał się być aż nadto realny. Nigdy nie miałam czegoś takiego, a to już drugi dziwny sen, który miałam od czasu wypadku. Jak mam odróżniać, czy śnię, czy też nie?
            Ścisnęłam rękę Harry’ego, próbując się uspokoić. To musi być wina lekarstw, a może przemęczenia po wypadku. To nic takiego.
To nic takiego. –powtarzałam sobie. –Nie wariujesz.
Weszliśmy do salonu, gdzie przywitali nas Louis z Eleanor i Liam. Dostrzegłam także Zayna, który siedział na tarasie i spalał papierosa.
-Witaj w domu. –powiedział Louis i delikatnie mnie przytulił.
-Dobrze jest wrócić. –odparłam, uśmiechając się. Ponownie zerknęłam na taras. Czyżby Zayn też wrócił? Czy na nowo się wprowadził?
-Zamówiliśmy pizzę. –oznajmiła Eleanor, kierując się w stronę kuchni. –Mam nadzieję, że jesteście głodni?
-Jak wilki! –krzyknął Harry i poszedł za dziewczyną Louisa.
-Hej, Liam? –zatrzymałam chłopaka, i zniżyłam głos. –Czy Zayn znowu się tu wprowadził? –wskazałam na taras, na siedzącego tam czarnowłosego.
-Zayn? Nie. –odparł Liam, obracając się i patrząc we wskazanym przeze mnie kierunku. Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie dziwnie. –Jest w swoim hotelu, mówił, że wpadnie na chwilę wieczorem.
Nagle zrobiło mi się zimno.
-To… jego nie ma tutaj? –zapytałam, znowu zerkając na taras.
-Nie, jeszcze nie. Dlaczego pytasz?
-Bez powodu. –powiedziałam słabo.
-Chodź na pizzę. –odparł Liam i z uśmiechem skierował się w stronę kuchni.
            Zamknęłam oczy i policzyłam do pięciu. Gdy znowu spojrzałam na taras, nikogo tam nie było.

***
Hej!
Myślałam, że w wakacje będę mieć więcej czasu na pisanie, ale nic bardziej mylnego.
Mam nadzieję, że zadowolicie się tym rozdziałem, chociaż jest krótki ;)
Dziękuję, że czytacie i komentujecie!
+Myślę, że powoli będę kończyć. Jeszcze kilka rozdziałów i zakończę tą historię.
xoxo

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 43 "Nieoczekiwany zwrot wydarzeń"



            W tym jednym momencie zdałam sobie sprawę, że nikt mnie nie uratuje. Byłam zdana tylko na siebie. Adrenalina wreszcie doszła do głosu; zaczęłam się wyrywać, krzyczeć i kopać. Walczyłam jak lwica, co zaczęło wreszcie zwracać uwagę ludzi wokoło. Pomyślałam, że może w końcu mi pomogą, ale oni po prostu odsunęli się, przeszli do innej części klubu. Gdy jeden z mężczyzn praktycznie wbił mi swoje palce w miejsce tuż poniżej łokcia, włożyłam całe swoje siły, by się wyrwać.
Udało mi się i to był mój błąd.
            Poleciałam do tyłu, uderzyłam z całej siły głową w ścianę, a potem spadłam na ziemię niczym szmaciana lalka. W kontakcie z zimną, twardą podłogą, usłyszałam trzask w okolicach mojej głowy, a potem poczułam ogromny, palący, pulsujący ból. Trwało to krótko, bo praktycznie natychmiast nastała ciemność i cisza. Przestałam czuć cokolwiek. Mój mózg się wyłączył. Przez moment nie wiedziałam kim jestem, gdzie jestem. Zaczęłam odpływać, oddalać się od samej siebie, aż w końcu, nie było już nic.
***
            Zagubiłam się w czasie. Nie miałam pojęcia ile minut, godzin, czy dni minęło od mojej wizyty w klubie „Underground”, jednak wreszcie, powoli zaczynała wracać do mnie świadomość. Przypomniałam sobie, że poszłam szukać Zayna i ostatecznie nie znalazłam go. Zaczepili mnie trzej mężczyźni i już chcieli mi zrobić coś okropnego, kiedy wyrywając się im, uderzyłam w ścianę i na dobitkę w ziemię. Słyszałam trzask… Jak na zawołanie, poczułam ból w okolicach głowy. Jęknęłam, a mój głos dochodził jakby z daleka. Delikatnie uchyliłam powieki i natychmiast zalało mnie białe światło. Zamknęłam oczy i później otwierałam je znacznie wolniej; Musiała minąć chwila, zanim wreszcie mogłam coś widzieć. Był pogodny dzień, jasne promienie słoneczne wpadały przez okno do małego pomieszczenia, w którym znajdowało się łóżko, szafka, wazon z kwiatami, jakieś aparatury… Oczywiście, byłam w szpitalu.
Obok mojego łóżka siedział najpiękniejszy i najprzystojniejszy chłopak, jakiego kiedykolwiek widziałam; Miał na sobie białą koszulkę i czarne dżinsy. Z szyi zwisał mu zabawny wisiorek, przedstawiający papierowy samolocik, taki jaki każdy dzieciak w swoim życiu przynajmniej parę razy złożył. Chłopak miał brązowe loki okalające jego twarz i zielone, błyszczące oczy, które teraz wpatrywały się we mnie, opuchnięte od płaczu.
-Megg? –zapytał cicho, a ja na dźwięk jego głosu uśmiechnęłam się. Miał przepiękny głos.
Chłopak ścisnął mi dłoń, patrząc na mnie z napięciem. W jego oczach widziałam, że martwi się o mnie, że… jestem dla niego bardzo ważna. Nie spał też dużo, o czym świadczyły jego podkrążone oczy. Mimo to, był piękny. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale chyba nie był w stanie.
Uśmiechnęłam się po raz kolejny i odchrząknęłam.
-Harry. –powiedziałam, na co on wypuścił z siebie całe powietrze, które wstrzymywał.
Wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
-Pamiętasz mnie. –odparł głosem przepełnionym ulgą. –Wiesz, kim jestem.
-Oczywiście. Jak mogłabym cię nie pamiętać?
-Przez moment pomyślałem… Lekarze nie byli pewni…
Wzmianka o lekarzach spowodowała, że serce zacisnęło mi się kurczowo ze strachu.
-Co mi jest? –zapytałam, a Harry spojrzał na mnie smutno.
-Masz pękniętą czaszkę i wstrząśnienie mózgu. –odpowiedział.
-Długo tu leżę?
-Dwa dni.
Zabrakło mi słów. Nie sądziłam, że tak to wszystko się skończy. Miałam przecież tylko znaleźć Zayna…
-Skoro jednak wszystko pamiętam, to nie jest aż tak źle, co? –spróbowałam się uśmiechnąć, na co Harry kiwnął głową i również uniósł kąciki ust. Widać jednak było, że jest wymęczony psychicznie i, że przydałby mu się odpoczynek.
            Nagle usłyszałam zduszony krzyk i moment później, do pokoju wbiegł Louis.
W pierwszym odruchu chciał się rzucić, by mnie przytulić, ale opanował się w ostatnim momencie.
-Powiedz, że mnie pamiętasz! –wykrzyknął, a ja parsknęłam śmiechem.
-Ciebie nie da się zapomnieć, Louis. –odparłam.
-Harry, wołałeś już lekarza? –zapytał przyjaciela, a gdy ten pokręcił przecząco głową, odwrócił się i skierował do drzwi. –Zaraz wracam.
            W czasie, gdy czekaliśmy na kogoś, kto mnie zbada, ja i Harry rozmawialiśmy na błahe tematy. Wiedziałam, że czeka nas poważna rozmowa o tym, gdzie byłam i co robiłam. Harry na pewno był na mnie zły; Ba, był zły na Louisa, co widziałam, jak był tutaj.
            Do pokoju wszedł lekarz, z plikiem kartek w ręku. Był wysoki, szczupły i sprawiał sympatyczne wrażenie. W jego ciemnych włosach widniały pojedyncze siwe pasma. Był opanowany, biły z niego lata doświadczeń. Za drzwiami został Louis, a obok niego Niall z Jessicą i Liam. Chcieli wejść, ale musieli poczekać, aż doktor mnie zbada. Harry mógł zostać, choć udzielono mu zgody bardzo niechętnie.
Lekarz zaczął mnie badać, a ja przy okazji zdałam sobie sprawę, że na głowie mam ogromny bandaż, przez co pewnie nie wyglądałam najlepiej. Oprócz urazu głowy, miałam stłuczone kolana i łokcie, najpewniej od upadku. Na całych rękach miałam okropnie wyglądające siniaki, skutki szarpania mną przez facetów z klubu. Za każdym razem, gdy lekarz oceniał urazy i je komentował, Harry zaciskał z całej siły zęby. Był wściekły, coraz bardziej; Miał ochotę na mnie nakrzyczeć, widziałam to.
-Wygląda na to, że ostatecznie nic pani nie będzie. –powiedział doktor, uśmiechając się przyjaźnie. –Bandaż zdejmiemy już jutro. Zalecam, by przez kilka tygodni poleżała pani w łóżku, w domu. Nie jest wskazany żaden wysiłek fizyczny. Na następny raz też, proszę uważniej wybierać miejsca, w których się pani bawi.
Mężczyzna zapisał coś na kartce, po czym odwrócił się w kierunku drzwi.
-Panie doktorze? –zawołałam, przerażona jego słowami. –Co miał pan na myśli, mówiąc „żaden wysiłek fizyczny”? Ja jestem tancerką i mam mistrzostwa za niecałe trzy tygodnie!
-Niestety, to nie wchodzi w grę. –odparł lekarz, smutno wzruszając ramionami. –Pod żadnym pozorem nie może pani wziąć udziału w zawodach. Po pierwsze, i tak nie będzie pani w stanie, gdyż przez jakiś czas będzie mieć pani nieskoordynowane ruchy, problemy z równowagą. Po drugie, leki, które będzie pani brała, sprawią, że będzie pani nieco ospała, spokojna i znieczulona. Po trzecie, wysoki wysiłek fizyczny groziłby poważnymi konsekwencjami na pani zdrowiu. Przykro mi.
Po tych słowach, lekarz nacisnął na klamkę od drzwi i wyszedł, wpuszczając do środka Nialla, Jessicę i Liama.
            Ich kształty zamazały się, zaczęłam płakać, nie będąc w stanie nawet tego kontrolować. Łzy spływały mi po policzkach, moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze.
Ściskałam mocno rękę Harry’ego, który starał się mnie uspokoić, ale nie byłam w stanie. Jessica i Niall stanęli po obu moich stronach, pocieszająco głaszcząc mnie po ramieniu.
-Słyszeliście? –pisnęłam, nabierając powietrza. –Nie… nie mogę tańczyć. C…cały rok poszedł n…na m…marne.
            Nie mogłam uwierzyć, że to się stało. To właśnie dla tańca przecież, przyjechałam do Londynu. To był mój cel, moja szansa na przyszłość. A teraz, w ciągu jednego wieczora, zostałam skreślona. Gdybym nie poszła do klubu…
Chciałam zostać tancerką i miałam szansę, by zostać kimś ważnym. Warsztaty z Travisem i udział w mistrzostwach świata w tańcu mogły zagwarantować mi dobrą, wymarzoną przyszłość; Gdybyśmy wygrali, zapisałabym się na kartach historii.
Nie, to nie mogło się dziać. Nie, nie, nie!
-Spokojnie, to nie koniec świata. –powiedział Harry, starając się mnie pocieszyć.
Wiedziałam jednak, że jedynie Niall i Jess są w stanie mnie zrozumieć.
-Tak mi przykro. –mruknął blondyn, patrząc na mnie ze współczuciem.
-Przysięgam, że znajdę Danielle i ją… -zaczęła Jessica, a ja spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
Dziewczyna krzyknęła cicho i zakryła usta dłonią.
-O co chodzi? –zapytałam i nagle wszyscy odwrócili wzrok.
Co jest?! Spojrzałam na Liama, a on z zakłopotaniem odwzajemnił spojrzenie.
-Przysięgam, że gdybym wiedział, że jest zdolna do czegoś takiego… -zaczął, a potem westchnął ciężko. –Zerwałem z nią, oczywiście.
-Co ma Danielle z tym wszystkim wspólnego? –chciałam wiedzieć, czując narastający niepokój.
-To ona wpadła na pomysł wysłania cię do „Underground”. –wyjaśnił. –Umówiła się i spotkała z Zaynem, by zadbać o to, byś go nie znalazła i w tym samym czasie namówiła Perrie, by wysłała cię do tamtego klubu.
Otworzyłam ze zdziwienia usta. Wiedziałam, że ani Danielle, ani Perrie mnie nie lubią, ale żeby posunąć się aż tak daleko…?
-Perrie zadzwoniła do Zayna i przyznała się do tego co zrobiła. –dodał Harry, patrząc na mnie uważnie. –Chciała, by po ciebie pojechał. Dokładnie to zrobił, ale na miejscu ciebie nie zastał. Zaczął pytać ludzi, czy cię nie widzieli, a oni powiedzieli, że podobną dziewczynę zabrało pogotowie jakiś czas temu. Zayn zadzwonił do nas i wszystko wyjaśnił. Wszyscy pojechaliśmy do szpitala i… to tyle. Nikt z nas praktycznie nie spał od dwóch dni, bo czekaliśmy, aż się obudzisz.
-Perrie też tu była. –dodał Louis. –Chciała z tobą koniecznie porozmawiać, jak się obudzisz i cię przeprosić, ale odesłaliśmy  ją. Nie byliśmy pewni, czy będziesz w ogóle chciała z nią rozmawiać.
            Drzwi się otworzyły i do środka weszła Eleanor.
-Dostałam smsa, że się obudziłaś! –wykrzyknęła i podeszła do mojego łóżka. Delikatnie pocałowała mnie w policzek.
-Czuje się dobrze. -uśmiechnęłam się. –Wypisują mnie jutro rano.
Humor odrobinę mi się poprawił, choć cały czas czułam rozpacz i ogromny smutek, że nie będę mogła zatańczyć na mistrzostwach.
-Travis z grupą będą chcieli cię odwiedzić. –powiedziała Jess, głaszcząc mnie po ręce. –Możesz być pewna, że gdy się dowiedzą o tym, co Danielle zrobiła, wykopią ją z ułamku sekundy.
-Nie. –odparłam, na co uniosła brwi. –Nie mówcie im. Wystarczy, że ja nie będę mogła zatańczyć. Nie zniosłabym, gdybym zepsuła wam występ.
-Ale…
-Wiem, że nie powinno jej to ujść na sucho. –wyjaśniłam. –Ważniejsze jest jednak to, by nasz układ i występ wypalił. Zbyt dużo wysiłku włożyliśmy w to wszystko, by teraz poszło to na marne.
-Nie znoszę jej. –wycedziła Jess, patrząc gdzieś w dal. –Obiecuję, że odegram się jakoś na niej.
-Tak. –poparł ją Niall. –Możesz być pewna, że te ostatnie dni treningów będą dla niej prawdziwą męczarnią.
Uśmiechnęłam się lekko, ale prawda była taka, ze nic nie było w stanie mnie pocieszyć.
Widziałam też, jak bardzo Liam jest przybity. Bądź co bądź, kochał Danielle; Wiadomość, że jego dziewczyna nie do końca jest normalna, na pewno się na nim odbiła. Nawiązałam z nim kontakt wzrokowy, a on z wdzięcznością przyjął moje wyrazy współczucia. Musiałam porozmawiać z nim, kiedy będziemy na osobności.
-Cieszę się, że przyszliście wszyscy, by mnie zobaczyć. –powiedziałam, patrząc po kolei na każdego z nich. –Ale widzę, że jesteście padnięci, więc idźcie do domu i prześpijcie się chociaż trochę. Mi nic nie jest, więc nie martwcie się.
-Tak, idźcie. –poparł mnie Harry. –Ja z nią zostanę.
Już chciałam powiedzieć, żeby i on poszedł trochę odpocząć, ale gdy zobaczyłam jego spojrzenie, natychmiast zamknęłam usta.
            Moi przyjaciele pożegnali się ze mną, jeszcze raz mówiąc jak się cieszą, że nic mi nie jest. Gdy wyszli, wzięłam głęboki oddech. Harry głaskał wnętrze mojej dłoni, uspakajając mnie.
-Powinienem na ciebie teraz nakrzyczeć, ale jakoś nie mam serca. –powiedział cicho, patrząc na mnie swoimi cudownie zielonymi oczami.
-Myślałam, że Zayn ma kłopoty. –odparłam. –Jeśli stałaby mu się krzywda, to byłoby przeze mnie. Nie darowałabym sobie, gdyby… -przerwałam, czując, że w gardle pojawia mi się gula. Znowu chciałam płakać.
-Nic mu nie było. –powiedział ponuro Harry. –Poszedł do pubu się napić, a potem spotkał się z Danielle, bo tamta go poprosiła. Nie planował sobie nic zrobić.
-Skąd mogłam wiedzieć? –odparowałam. –Louis stwierdził, że…
-Ach, ten Louis. –przerwał mi chłopak. –Byłem na niego zły jak cholera. To on podsunął ci te myśli.
-Nie myślmy już o tym, Harry. –poprosiłam go. –Moglibyśmy zwalić winę na każdego; Na Danielle, na Perrie, na Louisa, na Zayna… Ale stało się i tyle. Koniec tematu.
-Ale teraz nie możesz zatańczyć w mistrzostwach. A to był twój cel, powód, dla którego tu w ogóle przyjechałaś.
-Wiem. –posmutniałam. –Nie będę kłamać, że to nie było dla mnie ważne... Co więcej, niedługo będę musiała wrócić do domu.
-Co takiego? –Harry zamarł, przestając mnie na chwilę gładzić po ręce.
-Ja jestem niepełnoletnia, Harry. –spojrzałam na niego smutno. –Warunkiem przyjechania tutaj, było uczęszczanie na treningi Travisa. Gdybyśmy wygrali na mistrzostwach, prawdopodobnie otrzymałabym jakieś oferty pracy i być może wtedy mogłabym zostać. Ja jednak nie zatańczę, więc… wracam do domu. Rodzice nie zgodzą się, bym została. Zresztą, nie byłoby nawet sensu.
-Nie byłoby sensu? –powtórzył, puszczając moją dłoń. –A co ze mną? Czy ja też jestem bez sensu?
-Och, Harry… Oczywiście, że nie. –powiedziałam. –Po prostu…
-Twoi rodzice nie wiedzą o wypadku. –odparł. –Po prostu powiedz im, że nadal tańczysz.
-Mistrzostwa będą w telewizji. Zobaczą, że mnie tam nie ma.
Harry bezsilnie ukrył twarz w dłoniach.
-Nie możesz tak po prostu wyjechać. -wyszeptał. –Nie pozwolę ci.
-Mam siedemnaście lat. Być może za rok…  -zagryzłam wargę. –Ale nawet wtedy, nie sądzę, by było to możliwe. Nie mam tylu pieniędzy, by opłacić tutejszy pobyt. Muszę znaleźć sobie pracę… Nie, Harry. –położyłam mu palec na ustach, gdy chciał się odezwać. –Wiem, co powiesz, ale ja nie uznaję brania pieniędzy od kogoś. Wiem, że jesteś bogaty, wiem, że dodatkowa osoba na utrzymaniu nie robi ci różnicy. Ja jednak muszę coś robić, chcę być niezależna. Rozumiesz mnie?
-Nie. –odparł, patrząc na mnie intensywnie. –Megg, damy radę. My zawsze dajemy radę. Pójdziesz na inne warsztaty, a pracę na pewno znajdziesz. Jak nie teraz, to za kilka miesięcy, może dopiero za rok. Mistrzostwa świata to nie wszystko. Pomyśl o tym, jak dużo się nauczyłaś od Travisa. Czy ty naprawdę sądzisz, że nie znajdziesz pracy po jego warsztatach?
Moje serce zaczynała napełniać nadzieja. Być może Harry miał rację?
Chłopak wstał, nachylił się i bardzo delikatnie mnie pocałował.
-Oj. –mruknęłam, odpychając go. –Wybacz, ale nie bardzo teraz mam ochotę. –uśmiechnęłam się, widząc jego minę. –Muszę umyć zęby i przede wszystkim zdjąć ten okropny bandaż. W tej chwili czuję się naprawdę aseksualna.
-Jak dla mnie, jesteś piękna i seksowna, jak zawsze. –odparł, uśmiechając się. W jego policzkach pojawiły się dwa, urocze dołeczki. Wyglądał jak anioł.
-Chodź tutaj –powiedziałam i posunęłam się, by Harry mógł zmieścić się obok mnie.
Położył się na szpitalnym łóżku, a ja objęłam go mocno.
-Cieszę się, że cię mam. –wymruczałam do niego.
-A ja się cieszę, że żyjesz. –odparł. –I, że mnie pamiętasz.
Zachichotałam i zerknęłam na niego. Harry patrzył na mnie z miłością i ciepłem. Uwielbiałam u niego takie spojrzenie.
-Śpijmy. –powiedziałam. –Jestem trochę zmęczona i ty na pewno też.
-Okej. –zgodził się mój chłopak, obejmując mnie mocno. –Dopóki pielęgniarki mnie stąd nie przepędzą.
-Nie pozwolę im. –odparłam i od razu poczułam, że oczy mi się zamykają.
            Zasypiając, cieszyłam się, że nic poważnego mi się nie stało, ale też czułam smutek, że moja wielka szansa na mistrzostwach została mi odebrana. Po za tym, Harry był ze mną i to było najważniejsze. Zastanawiał mnie jedynie fakt, dlaczego Zayn nie przyszedł mnie odwiedzić. Byłam trochę rozczarowana; W końcu jechałam do „Underground”, by go ratować, specjalnie dla niego tak się poświęciłam. Chciałam też upewnić się, czy wszystko z nim w porządku. Wiadomość o mojej ewentualnej ciąży musiała mocno nim wstrząsnąć. Czy nie chciał już mnie znać? Może nie obchodziło go, czy wyzdrowieję? A może dostał smsa, że się obudziłam, tak jak Eleanor, ale stwierdził, że nie chce mnie widzieć osobiście?
Zraniłam go tyle razy, że miał do tego prawo, jednak fakt, że on jako jedyny mnie nie odwiedził, bolało.
            Oddech Harry’ego zrobił się miarowy i wiedziałam, że już zasnął. Wsłuchałam się więc w spokojny rytm jego serca i powoli odpłynęłam.
***
            Obudziła nas pielęgniarka, która przyniosła dla mnie zestaw leków. Był już wieczór, około godziny dwudziestej pierwszej. Harry mruknął coś, a potem przewrócił się na drugi bok. Ja usiadłam i połknęłam wszystkie tabletki, które mi zlecono. Pielęgniarka wzięła ode mnie jednorazowy kubeczek, kiwając z zadowoleniem głową.
-Kolejna porcja rano. –powiedziała cicho, nie chcąc budzić Harry’ego. –Normalnie nie pozwalamy na coś takiego –dodała, wskazując na chłopaka. –ale tym razem przymknę na to oko.
-Dziękuję. –uśmiechnęłam się do niej.
-I jeszcze jedno. Jakiś chłopak chce z tobą rozmawiać. Nazywa się Zayn Malik. Mam go wpuścić?
Zerknęłam na Harry’ego, który spał twardo po mojej prawej stronie.
-Tak, proszę go wpuścić. –szepnęłam.
Pielęgniarka kiwnęła głową i wyszła. Chwilę później, do środka wszedł Zayn.
Przyłożyłam palec do ust i skinęłam głową na Harry’ego. Czarnowłosy pokiwał głową i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
Podszedł do mnie, trzymając ręce w kieszeniach.
-Hej. –powiedział, lustrując mnie wzrokiem. –Ładnie wyglądasz.
Parsknęłam śmiechem. Dobrze było wiedzieć, że czarnowłosy wciąż ma poczucie humoru.
-Wszystko u ciebie w porządku? –zapytałam, a on wzruszył ramionami.
-Bywało lepiej. –odparł.
Odwróciłam wzrok, zastanawiając się co powiedzieć. Czy poruszyć temat mojej mniemanej ciąży?
-Hej, Megg… -odezwał się czarnowłosy, więc spojrzałam na niego znowu. –To, co zrobiłaś dla mnie… było bardzo odważne.
-Nie ma sprawy. Na pewno zrobiłbyś dla mnie to samo.
-Oczywiście, bez zastanowienia. Ale ja, to ja. Nie spodziewałem się jednak tego po tobie.
-Naprawdę? –uśmiechnęłam się, choć wiedziałam, że Zayn nie powiedział tego jako komplement.
-Chciałem ci podziękować. –powiedział, podsuwając sobie krzesło i siadając na nie. –I powiedzieć, że jesteś niesamowicie głupia.
Zayn uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Co ty sobie myślałaś, jadąc sama do „Underground”? –zapytał.
-Byłam pewna, że leżysz gdzieś tam naćpany albo gorzej… -wyjaśniłam. –Nie bardzo wtedy myślałam. Po prostu ruszyłam ci na ratunek.
-Megg, Megg, Megg… -czarnowłosy zaśmiał się, chcąc nie chcąc. –Jesteś w gorącej wodzie kąpana, wiesz o tym? I masz nauczkę. Słyszałem, że nie możesz tańczyć w mistrzostwach.
-To prawda. –przyznałam smutno.
-Nie przejmuj się. –czarnowłosy mrugnął do mnie pocieszająco. –Masz dopiero siedemnaście lat, wszystko przed tobą.
Uśmiechnęłam się; Oby miał rację.
-Hej, Zayn? –zagryzłam wargę, odwracając wzrok. –Nie jestem w ciąży, wiesz o tym?
-Tak, wiem. –odparł chłopak, nagle się spinając.
-To była głupia sytuacja…
-Nie musisz się przede mną tłumaczyć, Megg. –powiedział Zayn. –Wiadomo przecież, że jest taka możliwość. Ja sam niepotrzebnie tak mocno zareagowałem. Po prostu przez pewien okres czasu myślałem, że to ja… -czarnowłosy przerwał i pokręcił głową, spuszczając wzrok. –Zresztą nieważne. Następnym razem będę już bardziej przygotowany.
            Harry mruknął coś przez sen i poprawił się na poduszce.
-Chyba powinienem już iść. –powiedział cicho Zayn. Wstał i odstawił krzesło na miejsce. –Cieszę się, że nic ci nie jest. No, pomijając kwestie taneczne. –nachylił się i pocałował mnie w policzek, drapiąc lekko swoim zarostem. –Dobrze cię było zobaczyć.
-Dzięki, że wpadłeś. –odszepnęłam i uśmiechnęłam się. Odprowadziłam go wzrokiem, aż wyszedł, kiwając mi jeszcze przez szybę w drzwiach.
            Westchnęłam, układając się z powrotem do spania. Harry automatycznie mnie objął. Leki spowodowały, że znowu poczułam się strasznie zmęczona. Podejrzewałam, że wstanę dopiero rano, by zmierzyć się z kolejnym dniem. I chociaż nie czekały mnie już treningi z Travisem, był ze mną mój Harry, a także przyjaciele, w tym Zayn, z którym rozmowa przebiegła lepiej, niż bym się spodziewała. Po raz pierwszy od dłuższego czasu dostrzegłam szansę, byśmy znowu się zaprzyjaźnili.
            Zamknęłam oczy, zapadając w krainę snów.

***
Siemka!
Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał, chociaż zapewne był dużym zaskoczeniem ;)
 Dodany szybko + jest długi. 
Dzięki za wasze komentarze, zwłaszcza te długie -uwielbiam je! :D
I do zobaczenia w następnym rozdziale!
xoxo