środa, 5 marca 2014

Rozdział 52 "Koniec... czy też może nie?"



Dzisiaj wypadały moje 18 urodziny. Leżałam na kanapie w moim nowym mieszkaniu, które wynajmowałam z pewną dziewczyną, którą poznałam w autobusie, kiedy jechałam tutaj, do Newcastle. W mieście na północy Anglii znajdowała się duża szkoła tańca, gdzie zostałam zatrudniona do zaawansowanej formacji tanecznej. Grupa, do której teraz należałam, tańczyła na ważnych koncertach gwiazd, na uroczystościach, pokazach. Była to dobrze płatna praca, wspaniałe miejsce, a ludzie, z którymi pracowałam byli najlepszymi z najlepszych.
Byłam tu już tydzień; Zdążyłam już rozpakować się, poznać nieco miasto, a także moją nową grupę taneczną. Tego wieczora byłam bardzo zmęczona, bo przez większość dnia miałam wyczerpujący trening. Już drugą godzinę leżałam i czytałam książkę, czując jak moje mięśnie powoli się odprężają.
            Usłyszałam brzdęk kluczy i zgrzyt zamka w drzwiach. Po chwili do środka weszła moja współlokatorka, Mikaela. Była ona wysoką, chudą, 18-letnią dziewczyną. Miała długie do pasa, czarne, proste włosy, cerę oliwkową. Miała aspiracje do bycia modelką. Uważałam, że Mikaela idealnie się do tego nadawała; Była śliczna.
-Hej, hej, hej! –zaśpiewała, zamykając za sobą kopniakiem drzwi. Na rękach miała przewieszonych kilkanaście toreb. –Przepraszam, że jestem tak późno, ale zrobiłam małe zakupy!
Postanowiła na ziemi swoje zdobycze, po czym sięgnęła do jednej z toreb i wyciągnęła złotą butelkę szampana.
-Zanim dam ci prezent, napijemy się szampana! –oznajmiła radośnie, po czym podbiegła do drewnianej szafki, która stała przy oknie i wyciągnęła z niej dwa, duże kieliszki. Podbiegła do mnie i niecierpliwie zrzuciła moje nogi z kanapy, by zrobić sobie miejsce. –Wszystkiego najlepszego! –pisnęła i bez zbędnych ceregieli otworzyła butelkę. Huknęło, piana zaczęła się obficie wylewać z butelki. Mikaela zachichotała i zdołała jakoś napełnić dwa kieliszki. Podała mi jeden i odgarnęła swoje długie włosy.
Uśmiechnęłam się. Mikaela była strasznie narwana. Cały czas była w ruchu, wszystko robiła z pośpiechem. Wiecznie miała uśmiech na ustach, z wszystkim dawała radę. Biła od niej pozytywna energia, z nią nie sposób było się nudzić. Polubiłam ją w chwili, gdy ją spotkałam. Ja sama dziwiłam się, czemu tak bardzo mnie lubi. Poznała mnie, jak byłam cała zapuchnięta od płaczu, nie miałam ochoty rozmawiać, a jak się już odzywałam, to tylko marudziłam. Mikaela dzielnie znosiła moje humory i z każdym kolejnym dniem sprawiała, że czułam się lepiej.
-Okej. –sapnęła dziewczyna, próbując uspokoić nieco swój oddech. Byłam pewna, że biegła przez miasto w drodze tutaj. –Megg, dzisiaj jest najważniejszy dzień w twoim życiu! Kończysz 18 lat, wreszcie jesteś pełnoletnia! Dopiero teraz zaczyna się twoje prawdziwe życie, wszystkie decyzje będą prowadzić do budowania twojej własnej przyszłości. Masz wspaniałą pracę, pasję, rodzinę, współlokatorkę –tutaj mrugnęła do mnie jednym okiem. –I choć poznałam cię w dość przykrej sytuacji, teraz jest o niebo lepiej. Wypijmy za nowe początki, nowe życie, za twoje szczęście!
Wniosłyśmy kieliszki i stuknęłyśmy się nimi. Upiłam łyk chłodnego napoju i westchnęłam.
-Dzięki za pamięć. –powiedziałam. –To bardzo miłe.
-Poczekaj, aż zobaczysz swój prezent! –odparła Mikaela, machając ręką. –Ale to później. Chciałam, żebyś w końcu powiedziała mi, co takiego się stało, że byłaś wtedy w autobusie taka… złamana. –spojrzała na mnie współczująco. –Wyglądałaś, jakbyś chciała umrzeć. Czasem lepiej jest wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Jestem tu, by cię wysłuchać.
Mikaela, choć narwana i energiczna, czasem nawet szalona, była dobrą osobą. Można było na nią liczyć, być może nawet mogłaby zostać moją przyjaciółką. A sama musiałam przyznać, że bardzo potrzebowałam przyjaciółki przy sobie.
-Wiem, że jestem jeszcze młoda… -zaczęłam, podkurczając nogi i obejmując je. –Ja jednak czuję, jakbym miała pół życia już za sobą. W rok wydarzyło się tak dużo, że to wszystko mnie przytłoczyło. Poznałam kogoś. I zakochałam się. –przed oczami pojawiła się twarz Harry’ego. Odpychałam ten obraz przez ostatnie kilka dni, starając się myśleć o wszystkim, byle nie o tym. Teraz jednak pojawił się, a moje serce zaczęło wystukiwać bolesny rytm. –Byłam taka szczęśliwa… Myślałam, że zostanie tak już do końca. Myliłam się.
-Co się stało? –zapytała Mikaela, patrząc na mnie szeroko otwartymi, niebieskimi oczyma. –Skrzywdził cię?
-Nie. –pokręciłam głową i upiłam łyk szampana. –To ja skrzywdziłam jego. I to nie jeden raz, nie dwa, nie trzy… -przerwałam, żeby wziąć głęboki oddech. –W moim życiu pojawił się ktoś inny. I jego też zaczęłam ranić. Raniłam ich obydwu. W przeciągu tak krótkiego czasu, stałam się osobą, którą nigdy nie chciałam być. Odkryłam w sobie ciemną stronę, która cały czas wygrywała. Musiałam uciec, znaleźć się jak najdalej od tej całej sytuacji, w której się znalazłam.
-Ucieczka nie zawsze jest najlepszą opcją. –powiedziała Mikaela, zamyślając się. –Czasem warto jest zmierzyć się z trudnościami życia.
-Ja już próbowałam się z tym zmierzyć. –wyznałam przez łzy. –I mi nie wyszło. Nie potrafiłam wybrać, nie potrafiłam dotrzymać danego słowa. Ja wiem, że to nigdy by się nie skończyło.
-Więc dlatego uciekłaś, by uniknąć wyboru?
-Tak. –potaknęłam. Jakkolwiek to brzmiało, była to prawda. –Nie chciałam wybierać, bo wiedziałam, że każdy wybór okazałby się zły. Postanowiłam więc, że uniknę tego.
-I co myślisz o tym teraz, z perspektywy czasu? Myślisz, że dobrze zrobiłaś? Jesteś szczęśliwa?
-Nie, nie jestem. –odparłam. –Ale w każdym innym scenariuszu również nie byłabym szczęśliwa. Wiem, że dobrze zrobiłam, Mikaela. Tak trzeba było zrobić. A teraz to wszystko to już przeszłość.
Zapadła cisza, a Mikaela odstawiła pusty kieliszek na ławę.
-Wiesz, Megg… -zaczęła moja współlokatorka. -Przeszłość tak naprawdę nigdy cię nie opuszcza, chociaż nie wiadomo jak bardzo chciałabyś ją zostawić w tyle.
Spojrzałam w bok na swój telefon, na dziesiątki nieodebranych połączeń od Harry’ego i Zayna.
-Życie potrafi zaskakiwać, wiesz. –powiedziała Mikaela.
Chwyciłam swój telefon i przejrzałam listę nieodebranych połączeń: Harry, Zayn, Niall, Louis, Liam, Jessica, Missy… Tęskniłam za nimi wszystkimi. Trudno było odrzucić całe swoje życie. Bo właśnie tym oni byli dla mnie.
Westchnęłam ciężko. Czy już nigdy miałam nie spotkać Harry’ego Stylesa, ani Zayna Malika?
Rozległo się głośne pukanie do drzwi; A może miałam, i to szybciej niż mogło mi się to wydawać?

***
Tak, to koniec.
Rozdział 52 jest ostatnim w tej historii :)
Mam nadzieję, że moje opowiadanie wam się podobało, że dostarczyło wam wiele radości, uśmiechów, łez i emocji. Mnie na pewno tak.
Jest mi trochę smutno... pisałam o losach Megg półtora roku i wiem, że będzie mi jej brakować.

A teraz przyznam się wam jakie były plany odnośnie całego opowiadania i jego zakończenia :)
Otóż... gdy zaczęłam pisać, postanowiłam, że trójkąt miłosny będzie głównym wątkiem. Chciałam opisywać perypetie Megg, Harry'ego i Zayna, trudności życia nastolatki samej w obcym kraju, budowanie kariery i tak dalej. Na samym końcu jednak Megg miała wybrać... Harry'ego. Tak chciałam na samym początku.
Jednak gdy tak pisałam rozdział za rozdziałem, mimowolnie zakochałam się w Zaynie.
Nie byłam w stanie wybrać, musiałam wymyślić zupełnie nowe zakończenie i jestem bardzo z niego zadowolona :)

Koniec pozostawia wiele pytań, na które każdy z was może sobie sam odpowiedzieć. Czy do Megg przyjechał Harry czy Zayn? A może żaden z nich? Co będzie dalej, co bohaterka postanowi?
W ten sposób zostawiłam sobie też otwartą drogę, jeśli chciałabym kontynuować historię (raczej tego nie planuję, ale nie mogę wykluczyć, że kiedyś coś mi odbije).

Chciałabym podziękować wam wszystkim, za to, że byliście, czytaliście i komentowaliście!
Wasze opinie wiele dla mnie znaczyły, nie raz robiły mi mętlik w głowie, ale też motywowały do dalszej pracy.
Piszę wiele opowiadań na moim laptopie, ale to jest JEDYNE, które zakończyłam :)
W Wordzie zajęło prawie 300 stron. To wszystko dzięki wam, jesteście wielcy!

Odnośnie pytań, czy założę kolejnego bloga i czy będę pisać inne opowiadanie -nie wiem, pytajcie mnie co jakiś czas na Asku.

Jeszcze raz wam dziękuję i trzymajcie się ciepło, a ja lecę do rodzinki, bo dzisiaj mam 18! :D
xoxo

 http://ask.fm/AntMeg
https://twitter.com/AntMegg

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 51 "Nie zawsze można dostać to, czego się chce"


Skakałam w miejscu, raz po raz się rozgrzewając, z napięciem słuchając zza kotary gwaru rozmów. Podekscytowane głosy roznosiły się po całej, ogromnej sali. Prawie wszystkie miejsca przed sceną były już zajęte przez ważne i mniej ważne osobistości. To był ten czas, na który czekałam.
Przyjechałam do Londynu właśnie po to, by zatańczyć w najważniejszym wydarzeniu tanecznym na świecie. Mój występ tutaj był szansą na przyszłość, na pracę i sławę. Wszystkie treningi, poty, łzy, miały teraz się opłacić;
-Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się stresowałam. –powiedziała do mnie Missy, wyglądając z napięciem na zgromadzonych gości.
-Tak, ja też. –przyznała Raven, potrząsając burzą swoich złotych loków.
Zagryzłam wargę i potaknęłam. Moje serce wybijało szybki rytm, oddech był przyspieszony.
Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Nialla, rozpartego wygodnie o krzesło niedaleko głośnika. Jadł jakiegoś czekoladowego batona, nogą wystukując rytm piosenki, do której mieliśmy tańczyć. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się szeroko.
-Czy ty kiedykolwiek się denerwujesz, Niall? –zapytałam go, siadając obok. –Bo przysięgam, że co cię widzę, to jesteś zrelaksowany i uśmiechnięty.
-Taki już jestem. –odparł blondyn, mrugając do mnie. –Chcesz gryza?
-Nie, dzięki. –zerknęłam na batona. –Jedzenie to ostatnie, o czym teraz myślę.
-Harry pytał o ciebie. –rzucił chłopak, niby od niechcenia. Wiedziałam, że martwił się o przyjaciela i o to, jak między nami się układa, ale jednocześnie nie chciał wtrącać się w nieswoje sprawy. –Nie wróciłaś wczoraj na noc.
-Wiem. Porozmawiam z nim po występie. –odparłam i na tym temat się zakończył. –A co z Jessicą? Czemu jeszcze jej nie ma?
-Powinna być lada moment. –Niall zerknął na swoją komórkę i kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów.
            Nie mogąc już dłużej wysiedzieć w miejscu, wstałam i pobiegłam do szatni, by po raz kolejny przejrzeć się w lustrze, poprawić włosy i ubrania. Tam, naprzeciwko szafek zamykanych na karty, siedział Zayn. Zatrzymałam się w miejscu, zdziwiona.
-Zayn? –rozejrzałam się po szatni, by upewnić się, że nikogo po za nami nie ma.
-Megg, hej. –czarnowłosy wstał i nerwowym gestem wsadził ręce w kieszenie, patrząc na mnie swoimi brązowymi oczami, które zdawały się docierać prosto do mojej duszy.
-Co ty tu robisz? –zapytałam cicho.
-Wiem, że ustaliliśmy, że nie będziemy ryzykować, że ktoś nas zobaczy, ale… cholera, nie mogłem się powstrzymać, żeby nie przyjść i nie życzyć ci powodzenia.
Uśmiechnęłam się i nagle cały stres i napięcie po prostu odeszło.
-Cieszę się, że jesteś. –odpowiedziałam i pozwoliłam mu się objąć.
Gdy tylko poczułam jego dłonie na moich biodrach, przez całe moje ciało przeszedł rozkoszny prąd.
Zayn wydał z siebie warknięcie i wiedziałam, że i on to poczuł. Spojrzałam na niego i w następnej chwili zostałam przyparta do szafki. Jęknęłam, gdy poczułam usta chłopaka na moich wargach. Napierał zdecydowanie, namiętnie, gorąco. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam jeszcze bliżej siebie. Czarnowłosy przesuwał dłonie po całym moim ciele, rozpalając mnie do czerwoności.
            Nie miałam ochoty mu odmawiać. Wiedziałam, że i tak by mi się nie udało.
-Ile mamy czasu? –wymruczał Zayn prosto do mojego ucha, przez co aż zadrżałam.
-Nie mamy czasu. –odparłam, nagle oprzytomniała. –Zaraz tańczę.
-Och. –błyszczące oczy chłopaka wyrażały rozczarowanie, ale i rozbawienie. –Będziemy musieli poczekać w takim razie.
Pocałował mnie po raz kolejny, bez ostrzeżenia i musiałam zebrać całą swoją energię, by przerwać ten moment i skupić się na ważniejszych sprawach.
-Przestań. –powiedziałam, ale mój głos zadrżał i uśmiechnęłam się mimowolnie. –Muszę być skoncentrowana.
-Okej. –splótł swoje dłonie z moimi dłońmi i uśmiechnął się do mnie z góry. –To leć, a ja będę na widowni. Połamania nóg.
Wypuściłam głośno powietrze, które nawet nie wiedziałam, że wstrzymywałam.
Wolno obróciłam się na pięcie w stronę wyjścia. Lada moment miałam zatańczyć na najważniejszych zawodach tańca jakie organizowano. Powiedzieć, że się denerwowałam, było niedopowiedzeniem. Zwłaszcza teraz, gdy zostałam sama.
Plusem całego tego zamieszania było to, że moją głowę zajmował teraz jedynie taniec. Nie myślałam o tym, że prędzej czy później będę musiała porozmawiać z Harrym. Nie wiedziałam nawet, co mu powiedzieć. Prawda była przecież taka, że nadal go kochałam, tak samo jak zawsze, tylko po prostu… Zayna też kochałam.
Potrząsnęłam głową i wyrzuciłam te myśli z głowy. Nie był teraz czas na nie.
Podeszłam do mojej grupy tanecznej i przywitałam się z Jessicą, która w końcu się pojawiła. Usłyszeliśmy oklaski za kurtyną i wiedzieliśmy, że uroczystość się zaczęła.
Prowadzący zapowiadał wszystkie zespoły, tłumaczył przebieg mistrzostw. Nasza grupa miała zatańczyć jako ostatnia. Wszyscy zareagowaliśmy na to głośnym, zbiorowym jękiem; Bezczynne oczekiwanie było najgorsze.
Potem dyrektor wygłosił długą przemowę. Mówił o pierwszych mistrzostwach świata w tańcu, jak to wszystko się zaczęło, jak stało się tradycją. Było to ciekawe, ale ja nie miałam nerwów, by dokładnie wsłuchiwać się w jego słowa. Trzymałam Jessicę i Nialla za ręce, stojąc w małych trójkąciku. Rozmawialiśmy przyciszonymi głosami, głównie o głupotach. Co jakiś czas ktoś z nas rzucił żartem, co rozładowywało atmosferę.
Travis chodził w tę i z powrotem, co chwila rozmawiając z trenerami innych grup. Nasz mentor był w dobrym humorze i sprawiał wrażenie rozluźnionego. My jednak, jako jego podopieczni, znaliśmy go na wylot i wiedzieliśmy, że jego postawa to tylko pozory. Tak naprawdę denerwował się tak samo jak my, a nawet bardziej. Osatnio przegrał z Dawidem Koneckim, swoim największym rywalem i obiecał sobie, że tym razem go pokona i zdobędzie pierwsze miejsce.
Nam również zależało na wygranej. Oznaczało to dla nas możliwości, sławę, pracę i wszystko, o czym marzy tancerz.
Wiedziałam, że wszyscy moi znajomi z Polski, w tym moja przyjaciółka Julia, a także rodzina, siedzą przed telewizorami i z zapartym tchem śledzą mistrzostwa.
Nie chciałam ich zawieźć, nie chciałam zawieźć siebie. Ciężko na to pracowałam; Próby, na których wyciskałam siódme poty i całe „zamieszanie” z One Direction, zwłaszcza z Harrym i Zaynem, było całym moim życiem w Anglii.
Nadszedł czas na podsumowania i zakończenia; Zaraz po moim występie musiałam rozwiązać sprawy z Harrym i Zaynem. Raz na zawsze.
-Po występie pójdziemy na ogromną pizzę! –zapowiedział Niall głośno, co wszyscy przyjęli z entuzjazmem. Teraz mieliśmy żołądki zawiązane w supeł, ale podejrzewałam, że po występie dosłownie rzucimy się na jedzenie.
            Na scenie tańczyła już któraś z kolei grupa. Zostały jeszcze tylko trzy, a potem miała być nasza kolej. Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech. Zza kotary widziałam setki twarzy, jednak z tej odległości nie rozpoznawałam żadnej z nich. Gdzieś tam siedział Harry i Zayn… Gdzieś tam być może siedział mój przyszły pracodawca.
-Uwaga, grupa! –zawołał Travis i wszyscy zwróciliśmy głowy z jego kierunku. Stał na lekkim podwyższeniu, dłonie splótł ze sobą, na ustach miał delikatny uśmiech. –To jest ten moment! To jest to, na co pracowaliście! –mężczyzna zszedł z podwyższenia i spojrzał po kolei, na każdego z nas. –Słuchajcie… -obniżył ton, mówił wolno i spokojnie. –Wiem, że nie zawsze byłem dla was wystarczająco wyrozumiały. Było momentami ciężko, pewnie zastanawialiście się, czy się nie poddać. Nie poddaliście się! Jesteśmy tu wszyscy razem, gotowi, by wygrać! Pamiętajmy o Jean, która była niegdyś częścią naszej grupy. Zatańczmy dla niej!
            Przemowę Travisa przerwały nasze oklaski i poważne potakiwanie głowami. Na nas wszystkich śmierć Jean odcisnęła swoje piętno.
-Zatańczcie tak, jakby był to wasz ostatni raz! –kontynuował Travis. –Dajcie z siebie wszystko, pamiętajcie o wszystkim, co mówiłem wam na próbach! Jesteście przygotowani, jesteście najlepsi! Uwierzcie z siebie. To jest nasz rok. Sprawcie, żebym był dumny. Wygrajmy tej cholerny puchar!
Tym razem brawa były gwałtowne, głośne i radosne. Muzyka ze sceny wprawdzie nieco je stłumiła, ale my słyszeliśmy je doskonale. Widziałam zacięcie na  twarzach Scotta, Jamesa, Missy, Raven, Jessici, Nialla, Jake’a, Danielle. Ta ostatnia, jak zwykle, udawała, że mnie nie widzi. Ignorowała w zasadzie wszystkich, ze wzajemnością.
Byłam pewna, że po występie, już nikt z grupy nigdy nie odezwie się do Danielle. Nie sądziłam zresztą, by dostała od Travisa odpowiednią rekomendację, w razie gdyby starała się o pracę. Prawdopodobnie liczyła na to, że ktoś ją zauważy podczas mistrzostw i zaproponuje pracę. Co jak co, tancerką była dobrą.
Na swoją kolej czekaliśmy w sumie godzinę. I gdy wreszcie dostaliśmy zielone światło, moje serce biło tak szybko, jakbym dopiero co przebiegła maraton. Jednak mimo paraliżującego strachu i onieśmielenia, czułam także podekscytowanie i satysfakcję. Jestem tutaj, jako jedna z najlepszych, w grupie najlepszego z najlepszych. To była moja chwila.
Gdy stanęliśmy z grupą na samym środku parkietu, światła oślepiły nas z każdych stron. Nie widziałam absolutnie nikogo z widowni. Obróciłam się po kolei do Missy, Jessici, Raven, wymieniając wspierające i motywujące spojrzenia. Uśmiechnęłam się do Jamesa i Jake’a, przybiłam żółwika Scottowi, a na koniec ścisnęliśmy sobie z Niallem dłonie. Travis każdemu z nas przybił mocną piątkę i wtedy każdy z nas ustawił się na swoim miejscu.
-A teraz zatańczy grupa, na którą wszyscy czekaliśmy! –zaryczał prowadzący do mikrofonu. –Travis Mudd i jego zupełnie nowa formacja: Jake Anderson – Ameryka, Megg Ant – Polska, Raven Bondar - Ukraina, Missy Collace – Włochy, Jessica Holter – Norwegia, Niall Horan – Irlandia, James Lee – Korea Północna, Danielle Peazer – Anglia oraz Scott Sullivan – Australia! Powitajmy ich gorąco!
            Rozległy się ogłuszające brawa i krzyki. Zapanowało poruszenie, z głośników puszczona została muzyka. Wydawać by się mogło, że piosenka, którą słyszałam non stop przez ostatnie kilka miesięcy, wychodzi mi już bokiem; Nic bardziej mylnego. Uwielbiałam ją, byłam w stanie wyśpiewać z niej każde słowo. Teraz dodała mi otuchy, odjęła strach. Wiedziałam co robić, byłam perfekcyjnie przygotowana. Wzięłam głęboki oddech i…
            Wszyscy zrobiliśmy krok w przód, potem w bok i w tył. Zgięliśmy się, przyjęliśmy pozę, skoczyliśmy. Wszyscy tańczyliśmy równo i rytmicznie. Byliśmy mistrzami. Fikołek w powietrzu, poza, skok, kilka kroków w bok, w tył, wymach biodrami włosami, wyrzut rąk, wyrzut nóg, trzęsienie ramionami, pupą. Uśmiech.
Doskoczyłam Nialla w momencie, gdy tańczyliśmy w parach. Obrócił mną, przyciągnął do siebie, wykonał pozę. Zrobiłam szpagat w powietrzu, obróciłam się i znalazłam się w ramionach Travisa. Tańczył tak jak zawsze, perfekcyjnie. Stres czy napięcie w ogóle nie wpłynęły na jakość jego ruchów.
            Gdy pierwsza część tańca się skończyła, z gracją przeszłam na środek okręgu, który utworzyła reszta grupy. Podczas gdy oni wykonywali akrobatyczny fragment układu, ja skupiłam się na mojej solówce. Dopracowałam ją tak, że była idealna. Czułam się w niej pewnie, wiedziałam, że jest świetna. Wyrzuciłam ręce do góry, skoczyłam i zupełnie zatraciłam się w tańcu. Słyszałam okrzyki zachwytu z widowni, co jakiś czas rozlegały się brawa. Musieliśmy wyglądać niesamowicie.
            Zostało kilka ostatnich sekund. Mocno tupnęliśmy, zrobiliśmy dwa kroki w przód, dziewczyny zarzuciły włosami, w chłopacy wykonali pozę i na sam koniec wszyscy wyskoczyliśmy wysoko w górę i zrobiliśmy salto w przód.
            Gdy nasze stopy, w tym samym czasie, idealnie zgrane, dotknęły ziemi, wokół nas wybuchła wrzawa. Światła nieco opadły i wreszcie mogłam zobaczyć widownię. A była naprawdę ogromna. Wszyscy wstali i klaskali, a miny mieli bezcenne. Dostawaliśmy owacje przez kilkanaście, długich sekund.
-Nie wydaje mi się, żeby inne grupy też wywołały takie emocje! –wykrzyknęła Missy, a my wszyscy wyszczerzyliśmy się, wiedząc, że ma racje. Grupy, które tańczyły przed nami, nie otrzymały aż takich braw.
            Travis wyszedł kilka kroków przed siebie, obrócił się przodem do nas i zaczął klaskać wysoko nad głową. Patrzył na nas z radością, zadowoleniem i wzrokiem przepełnionym sympatią.
Odpowiedzieliśmy mu tym samym i w tym jednym momencie poczuliśmy się jak jedna, wielka rodzina.
            Zerknęłam w stronę widowni, ale nigdzie nie widziałam ani Harry’ego, ani Zayna. Było zbyt dużo ludzi.
Gdy kamera podjechała prosto przed nas, uśmiechnęłam się do obiektywu i pokazałam kciuka. Miałam nadzieje, że rodzina jest ze mnie dumna.
            Zeszliśmy wszyscy ze sceny roześmiani i objęci. Udało nam się. Nawet jeśli nie wygramy, osiągnęliśmy sukces.
Za sceną czekał już na nas szampan. Stuknęliśmy się wszyscy kieliszkami i zaczęły się rozmowy. Travis non stop mówił, że było idealnie, że dobrze się spisaliśmy. Ja, Jessica, Missy i Raven opowiadałyśmy sobie co czułyśmy podczas występu i podejrzewałam, że chłopacy obok mówią o tym samym. W między czasie na parkiecie zaczęła tańczyć ostatnia grupa, grupa Dawida Koneckiego. Travis dyskretnie nas zostawił i poszedł oglądać występ. My nie czuliśmy takiej potrzeby. Teraz po prostu cieszyliśmy się, że wszystko się udało i to było najważniejsze.
-Psst! –usłyszałam tuż obok swojego ucha i momentalnie podskoczyłam.
Odwróciłam się i zobaczyłam Harry’ego, patrzącego na mnie swoimi zielonymi oczami.
-Hej. –powiedziałam po dłuższej chwili, gdy nic innego nie przychodziło mi do głowy.
-Byłaś niesamowita. –stwierdził i chwycił mnie delikatnie za dłoń.
Odeszliśmy kilka kroków w tył, by zapewnić sobie nieco prywatności. Harry był ostrożny i niepewny w stosunku do mnie. Najpewniej czekał, aż ja mu wyjaśnię sytuację. A ja nie wiedziałam od czego zacząć.
-Dzięki. –uśmiechnęłam się. –Harry…
-To koniec, prawda? –spojrzał na mnie smutno, a ja poczułam bolesny ucisk swojego serca. –Między nami… wszystko skończone?
Bałam się odezwać. Cała drżałam i wiedziałam, że to jest ten moment, w którym muszę raz na zawsze się określić. Nie mogłam wciąż ranić na nowo osoby, na których mi zależało najbardziej na świecie. Zwyczajnie nie miałam do tego prawa.
-Tak, to koniec. –powiedziałam cicho i poczułam łzę, spływającą po moim policzku.
Harry ledwo zauważalnie kiwnął głową, po czym zgarnął mnie do siebie i przytulił.
Jego ramiona, dotyk, zapach, były mi tak doskonale znane… Nie chciałam go puszczać, chciałam zostać w jego objęciach na zawsze.
Kochałam go cały czas tak samo i patrzenie teraz na niego sprawiało ogromny ból. Zależało mi na nim i właśnie dlatego musiałam pozwolić mu odejść.
Ostatni raz dotknęłam jego włosów, poczułam pod palcami materiał mojej ulubionej koszulki. Westchnęłam i powstrzymałam łzy. Harry delikatnie pocałował mnie w szyję, zacieśnił uścisk wokół moich bioder i w końcu odsunął się. Popatrzył na mnie smutnym, zranionym spojrzeniem. Gdzieś tam w jego oczach czaił się gniew i wiedziałam, że mimo iż teraz nasze rozstanie jest zaskakująco spokojne, za kilka godzin, dni, czy tygodni, wrócimy do tego i wszystko przebiegnie inaczej.
Harry był moją pierwszą, prawdziwą miłością i wiedziałam, że ja również byłam jego. Coś takiego nie mogło zakończyć się bez żadnej walki, krzyków, pytań.
            Odwrócił się i wyszedł drzwiami, być może z powrotem na widownię, a być może do samochodu lub limuzyny, by wrócić do domu.
Otarłam policzki, ciesząc się, że wybrałam wodoodporną wersję makijażu na dzisiaj. Lada moment miałam wyjść na scenę, by usłyszeć wyniki mistrzostw.
            Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Wcale nie obchodziły mnie wyniki. Teraz, gdy już zatańczyłam, nie zależało mi na wygranej. Mój wyjazd tutaj to nie był taniec. To byłam ja, Harry i Zayn, a także całe One Direction. TO było moje życie, a nie próby z Travisem. Taniec był tylko dodatkiem, oderwaniem od prawdziwego życia.
Nie było idealnie, spieprzyłam w wielu wyborach, decyzjach. Zraniłam osoby dla siebie ważne, i to nie jeden raz. Takie jest jednak życie; Zagmatwane, trudne, raz cudowne, raz do dupy. Ja sama nie byłam idealna. Przyjechałam tutaj z pewnym obrazem siebie w głowie. Myślałam, że wiem jaka jestem, co bym zrobiła w konkretnych sytuacjach. Prawda okazała się jednak nieco inna. Poddawałam się pokusom, łamałam dane słowa, nie potrafiłam wybrać, nie myślałam racjonalnie.
To jednak świadczyło o tym, że jestem tylko człowiekiem, a także o tym, że w życiu nigdy nie ma absolutnie perfekcyjnie. Zawsze znajdzie się jakieś „ale”, zawsze coś wyskoczy w najmniej oczekiwanym momencie.
            Zakochałam się tak, jak jeszcze nigdy się nie zakochałam, jak nigdy nie myślałam, że można się zakochać. Harry dał mi zasmakować zupełnie nowych rzeczy, dał mi nowe spojrzenie na świat. I kiedy myślałam, że już na zawsze z nim będę, że to on jest tym jedynym, pojawił się Zayn. Czarnowłosy przewrócił mój świat do góry nogami, wyłonił na wierzch moją zupełnie inną stronę, o której nawet nie miałam pojęcia. Był tak zupełnie inny od Harry’ego, a ja i tak go pokochałam.
Wszystkie moje ideały, wyobrażenia, przekonania legły w gruzach. Bo tak naprawdę nikt nie jest taki, jakim się wydaje. Zmieniasz się, kiedy okoliczności się zmieniają. I tak naprawdę to nie jest niczyja wina. Najważniejsze jest, żeby koniec końców, wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. I jeśli nie da się czegoś naprawić, to trzeba chociaż przestać jeszcze bardziej sytuację pogarszać.
Rozległa się muzyka, prowadzący zaczął wywoływać wszystkie zespoły na środek. Wyszłam więc razem z resztą grupy przed widownię. Czułam się jak we śnie. Ludzie klaskali, krzyczeli, prowadzący coś mówił. Ja jednak nic nie słyszałam. To było jak na filmie, puszczonym w zwolnionym tempie. Oszołomiona patrzyłam, jak Travis krzyczy, wyskakuje wysoko w powietrze, wyrzuca pięść do góry. Jessica wytrzeszczyła oczy, zaczęła się śmiać i tulić Nialla, Missy i Scott przytulili się, Raven zakryła dłonią usta, James pocałował Jake’a, który z początku zdziwiony, po chwili zaczął oddawać pocałunek. Nawet nie wiadomo kiedy poczułam w rękach coś ciężkiego i twardego. Trzymałam w dłoniach ogromny, złoty puchar. Spojrzałam na niego i na swoje odbicie. Widziałam siebie, niemal taką samą jak sprzed roku, kiedy przyjechałam do Anglii młoda, niedoświadczona, marząca co noc o tym oto pucharze. Wygraliśmy, udało się. Podawaliśmy sobie tą wielką, złotą rzecz – dowód, że naprawdę tego dokonaliśmy. Byliśmy najlepsi.
Patrzyłam jak Travis podchodzi do mnie, łapie i okręca w powietrzu. Zaczęłam się śmiać, chociaż nie słyszałam swojego śmiechu. Co chwila ktoś mnie dotykał, składał gratulacje, dziennikarze chcieli wywiadów.
Podszedł do mnie Liam i potargał mi włosy. Przyszedł i Louis, mówiąc, że cieszy się z mojego szczęścia. Był jednak spięty i widać było, że jest na mnie zły, może nawet był mną rozczarowany. Co jak co, Harry był jego przyjacielem na zawsze i to jego szczęście, problemy i punkt widzenia będą dla niego najważniejsze.
Była jeszcze jedna osoba, z którą chciałam porozmawiać i nigdzie jej nie widziałam. Gdzie był Zayn? Domyślając się, że może czekać na mnie w szatni, czym prędzej tam pobiegłam. Nie myliłam się. Stał, oparty o szafki. Pomieszczenie było puste, jako, że wszyscy świętowali w głównej auli.
-Świetnie się spisałaś. –powiedział czarnowłosy, podchodząc do mnie i obejmując mnie w biodrach. Podniósł mnie i posadził na podwyższenie i tym sposobem mieliśmy twarze na tym samym poziomie. –Małgosia Antoszewska, zwycięzca Mistrzostw Świata w tańcu!
-Tak… -wbiłam wzrok w podłogę i przełknęłam ślinę, czując bolesną, narastającą gulę w gardle. –Zayn, nie chciałam po raz drugi zostawiać ci listu, więc… porozmawiamy w cztery oczy. Tylko błagam, nie utrudniaj tego.
Wiedziałam, że sprawy z Zaynem tak czy tak nie przejdą tak gładko jak z Harrym.
-O czym ty mówisz, Megg? –ton czarnowłosego był teraz zupełnie inny. Palcem podniósł mi podbródek i zmusił do spojrzenia na niego.
-Zayn… ja wyjeżdżam. –powiedziałam. Sama o tym nie wiedziałam, aż do teraz. To właśnie musiałam zrobić. –Dostałam… propozycję… pracy na północy Anglii.
Ostatnie, małe kłamstewko.
-Och. –chłopak powoli przyswajał tą informację. –O… okej. Pojadę z tobą.
-Nie. –pokręciłam głową, unikając jego spojrzenia. –Muszę pojechać sama. Ja i ty… nie możemy być razem. Wiesz o tym, Zayn.
-Dlaczego nie? –zapytał chłodno, a ja znowu poczułam łzy wzbierające się w moich oczach.
-Bo jestem jebaną egoistką, właśnie dlatego! –krzyknęłam, dając upust moim emocjom. –Kocham cię! I za nic w świecie nie chciałabym cię skrzywdzić, a wiem, że na pewno do tego dojdzie! Jak nie teraz, to za jakiś czas! Dlaczego? Bo kocham też Harry’ego! I to się nigdy, przenigdy nie zmieni! Już zawsze będę kochać zarówno ciebie jak i jego i za każdym razem będę raniła któregoś z was! Próbowałam dojść do składu z moimi uczuciami, próbowałam wszystkiego i mi nie wychodzi! –po policzkach leciała mi jedna łza za drugą. Dawno nie czułam się aż tak źle, a przecież dopiero co wygrałam puchar, dopiero co spełniłam swoje marzenia. Teraz wyszło na jaw to, co naprawdę jest ważne. –Muszę wyjechać, Zayn. Zrozum to, wiem, że potrafisz mnie zrozumieć. Nie daję rady. Psychicznie mnie to wykańcza! Pozwól mi odejść, tak będzie najlepiej.
-Ja też jestem egoistą. –powiedział zaskakująco cicho Zayn. –I mimo tego wszystkiego, co właśnie usłyszałem, nie pozwolę ci odejść. Rozumiesz to, Megg? Nie pozwolę.
-Zayn… -zrezygnowana ukryłam twarz w dłoniach. –Ja już postanowiłam. I niczego teraz nie ułatwiasz, wiesz? Ja muszę odejść.
Zeskoczyłam z podwyższenia i zaczęłam iść w stronę drzwi, ale czarnowłosy złapał mnie za nadgarstek i obrócił przodem do siebie.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. –powiedział, a mi serce pękło wpół.
-Ja też nie. –odparłam, po czym przytuliłam się do niego mocno. –Ale czasami… musimy robić rzeczy, których się boimy, które są trudne. Wiem, że cię ranię, wiem, że ranię Harry’ego i wiem, że ranię też samą siebie. Ale z czasem wszyscy się przekonamy, że to była dobra decyzja.
Zayn pocałował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunek; Ten ostatni raz.
Potem się odwróciłam i wybiegłam z szatni. Biegłam aż na przystanek autobusowy. Musiałam się spakować, zorganizować, a miałam czas tylko do wieczora. Moim ciałem wstrząsały dreszcze, nie mogłam powstrzymać płaczu. W głębi serca wiedziałam, że dobrze zrobiłam, ale wcale nie było przez to łatwiej.
Zostawiłam dwie najważniejsze dla mnie osoby na świecie. Harry Styles i Zayn Malik byli całym moim światem. I właśnie dlatego musiałam odejść. Bo ich kochałam.

***
No, wreszcie udało mi się dodać coś nowego. 
Z weną kiepsko było, no ale jakoś dałam radę ;)
Jest to przedostatni wpis.
Został ostatni rozdział i będzie on raczej krótki, podsumuwujący.

Wiem, że nie każdy będzie zadowolony z zakończenia, ale nigdy nie udałoby mi się napisać tak, by usatysfakcjonować wszystkich.
Pod ostatnim wpisem dokładnie wszystko skomentuję, powiem co jak, co dalej, dlaczego tak a nie inaczej, podziękuję etc. :)

 Pytajcie na asku, kiedy dodam ostatni rozdział, bo nie wiem jak dam radę (wena, czas, obowiązki), a nie chcę tutaj pisać i wam obiecywać.
 xoxo


czwartek, 30 stycznia 2014

Uwaga!

Hej wszystkim!

Jutro przed południem wyjeżdżam na tydzień na ferie na narty i kurczę, nie dam rady już dodać nic nowego przed wyjazdem :(
Przepraszam, myślałam, że zdążę.
Nie mam natchnienia, a muszę się jeszcze spakować.

Biorę laptopa, także będę pisać tam na miejscu i, jeśli będzie Internet, a myślę, że będzie, to wstawię coś w ciągu tygodnia :)

Trzymajcie się ciepło!
xoxo

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 50 "Prawdziwa tożsamość"



            Drżącą ręką opuściłam list. Nie, to nie mogło się dziać. Złożyłam papier w pół i włożyłam go do kieszeni moich dżinsów. Szybko nałożyłam na siebie koszulkę, a potem wybiegłam z pokoju. W międzyczasie napisałam krótkiego smsa do Jessici „Kryj mnie”. Wiedziałam, że nie będzie zadowolona z mojej prośby, ale na pewno mi pomoże.
Wszyscy byli już w swoich pokojach, toteż bez problemu dostałam się do frontowych drzwi i wyszłam na zewnątrz. Pognałam w kierunku głównych ulic, gdzie złapałam taksówkę. Zależało mi na czasie, liczyła się każda minuta.
            Całe moje ciało drżało, było mi zimno, w głowie miałam istny chaos. Byłam w zbyt dużym szoku, by płakać, zresztą nic jeszcze nie było wiadomo. Czy zastanę Zayna martwego na hotelowej podłodze? Powiesi się, przedawkuje coś? Nie mogłam uwierzyć, że robił mi coś takiego. Przecież mógł na mnie liczyć… A może jednak nie? Ostatnim razem powiedział, że nie może być moim przyjacielem. Ja wtedy praktycznie wzruszyłam ramionami i pozwoliłam mu odejść. To był mój błąd. Jak mogłam tak zrobić? Nie wzięłam pod uwagę, że on przecież nie miał nikogo. Jego przyjaciele odwrócili się od niego, musiał wyprowadzić się i być samotnym każdego wieczora. Tydzień w domu One Direction musiał przypomnieć mu o tym, jak  kiedyś było i to go załamało.
Zamknęłam oczy. To wszystko było moją winą. Jego śmierć będzie na moich barkach.
Zacisnęłam drżącą dłoń w pięść i starałam się zatrzymać wciąż napływające obrazy nieżyjącego już Zayna.
Modliłam się, by jeszcze żył, bym zdążyła i uratowała go. Boże, ja go przecież kochałam, nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez niego. Chciałam przytulić go i nigdy nie puścić. Chciałam, by spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami, by wypowiedział moje imię. A teraz to wszystko stało pod znakiem zapytania.
            Po kilku minutach, które ciągnęły się w nieskończoność, wreszcie stanęliśmy pod hotelem. Szybko zapłaciłam i wybiegłam z auta. Drogę do pokoju Zayna pamiętałam jak przez mgłę. W końcu jednak stałam pod odpowiednimi drzwiami. Zapukałam głośno i szybko, w sumie to nie licząc na to, ze ktoś mi otworzy. Planowałam wywarzyć drzwi, a jeśli by mi się to nie udało, pobiegłabym do recepcji, wyjaśniła sytuację i szybko sprowadziła pomoc.
            Drzwi jednak się otworzyły, a ja z osłupieniem spojrzałam na Zayna, który stał ze stoickim spokojem w progu z szklanką wody. Ubrany był tak jak zwykle, w dżinsy i czarny T-shirt.
-Co? –wykrztusiłam, podczas gdy krew szumiała mi w uszach, a serce waliło młotem.
-Megg, wiedziałem, że przyjdziesz. –odparł czarnowłosy, otwierając szerzej drzwi.
-Nic ci nie jest? –zapytałam i weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi. Podeszłam do niego i położyłam dłonie na jego twarzy. Uważnie wpatrzyłam się w jego oczy, szukając oznak czegoś niepokojącego. –Wziąłeś coś?
-Nie, nic nie wziąłem. –odparł.
Zlustrowałam go wzrokiem, ale nie wyglądało na to, że Zayn próbował coś sobie zrobić. To znaczyło, że zdążyłam; Przyszłam na czas. Moje serce zalała fala ulgi.
-Śmiertelnie mnie przestraszyłeś. –powiedziałam i aż zaśmiałam się nerwowo z mojego doboru słów. –Co ty sobie wyobrażałeś?
Czarnowłosy wziął łyka wody i uśmiechnął się odrobinę. Wcale nie wyglądał, jakby myślał o samobójstwie i coś planował. Zamarłam i nagle cała prawda do mnie doszła; Zayn nigdy nie zamierzał się zabić. To wszystko był podstęp, by mnie tu zwabić.
Poczułam się, jakbym dostała w brzuch. Nie mogłam wykrztusić słowa, takiej złości nie czułam jeszcze nigdy.
-Zayn. –wycedziłam po dłuższej chwili. –Co jest, do cholery?!
-Przepraszam, być może trochę przesadziłem. –powiedział, wzruszając ramionami.
-Tak sądzisz?! –mój głos podskoczył o kilka tonów w górę. –List samobójczy?! Serio?
-Chciałem ci uświadomić, że zależy ci na mnie.
-O mój Boże, Zayn! –krzyknęłam. –Oczywiście, że mi na tobie zależy! Co ty w ogóle chciałeś udowodnić? Chciałeś zobaczyć, czy przyjdę i cię uratuję? To jasne, że przyjdę i cię uratuję, Zayn. Zawsze i wszędzie! Myślałam, że udowodniłam ci już to ostatnim razem, w klubie Underground.
-Wiem, ale nie o to mi chodziło. –czarnowłosy ze smutkiem na mnie spojrzał. –Po prostu pomyślałem, że przez ten moment, kiedy będziesz myśleć, że mogę nie żyć, zdasz sobie sprawę, że to mnie kochasz i, że to ze mną chcesz być.
Patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi oczami, o czym tak marzyłam jeszcze kilka minut temu. Targały mną sprzeczne uczucia; Z jednej strony byłam wściekła, z drugiej szczęśliwa i uspokojona. Zayn żył. Mój Zayn nie popełnił samobójstwa.
            Zamachnęłam się ręką i wytrąciłam szklankę z rąk czarnowłosego. Naczynie wylądowało na podłodze i rozbiło się na drobne kawałeczki. Zanim Zayn cokolwiek powiedział, rzuciłam mu się w ramiona. Przytuliłam go mocno i zamknęłam oczy. Chłopak objął mnie i poczułam, że bierze głęboki oddech. Moja głowa uniosła się na jego klatce piersiowej. Wsłuchałam się w bicie jego serca; Było przyspieszone, ale biło mocno i zdrowo. Zayn zaczął delikatnie rysować wzory na moich plecach, czekając aż coś powiem.
-Jesteś szalony, wiesz o tym? –powiedziałam cicho. –Jak ja miałabym być z kimś, kto udaje swoje własne samobójstwo, by coś osiągnąć?
-Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała. –odparł Zayn, a ja podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Obiecaj mi coś. –zażądałam. –Obiecaj, że nigdy, przenigdy nie popełnisz samobójstwa. Nigdy. Obiecaj.
-Obiecuję. –lekko kiwnął głową, odwzajemniając spojrzenie. –Zresztą, to i tak nie jest w moim stylu.
            Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nagle zapomniałam co to było. Nie mogłam się skupić, bo zbyt długo staliśmy tak blisko siebie, przytuleni.
Jedyne o czym mogłam myśleć, to dotyk Zayna, jego bliskość. Nie mogłam odwrócić spojrzenia od jego oczu, które z wielką uwagą wpatrywały się we mnie. Poczułam uścisk w żołądku i sercu. Czy to było pożądanie? Czy to była miłość? A może oba naraz?
Przełknęłam ślinę i obserwowałam, niczym w zwolnionym tempie, jak Zayn schyla się, jak jego usta znajdują się coraz bliżej i bliżej. Pocałował mnie, bardzo delikatnie, a ja zamknęłam oczy. To był słodki i wolny pocałunek, ale jednocześnie bardzo intymny. Odsunął się dosłownie o centymetr i czekał na mój ruch. Rozchyliłam powieki i westchnęłam cicho.
-Nie wiem, Zayn… -wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna, czy chłopak mnie usłyszy.
-A ja wiem. –odparł równie cicho, potarł wargami mój policzek. –Małgosia.
-Co? –otworzyłam szerzej oczy, niepewna tego, co usłyszałam.
-Małgosia. –wyszeptał, podnosząc kącik ust. –Gosia. Antoszewska.
-Skąd… -zabrakło mi słów. Zayn wypowiedział moje prawdziwe imię i nazwisko. Skąd on je znał? Jak się dowiedział? Wspomniałam mu kiedyś, że Megg jest jedynie angielskim odpowiednikiem mojego polskiego imienia, a Ant to trzy pierwsze litery prawdziwego nazwiska, ale nie sądziłam, że to zapamiętał.
            Ogarnęło mną dziwne uczucie. Tak dawno nikt nie powiedział do mnie „Małgosia” czy „Gosia”. Poczułam się niemal jak w domu, jak w Polsce.
Nie wiem czy właśnie to, czy może emocje z całego dnia, ale nagle spojrzałam na Zayna zupełnie inaczej. Zadał sobie trud, żeby dowiedzieć się jaka jest moja prawdziwa tożsamość. Chciał prawdziwej mnie i nawet pomimo tylu niepowodzeń i odrzuceń, on wciąż się o mnie starał. I żył.
Tym razem to ja go pocałowałam, a Zayn natychmiast podchwycił moją inicjatywę.
Zdecydowanie naparł na moje usta, położył dłonie na moich biodrach, docisnął mnie mocno do siebie. Ja ostrożnie dotknęłam jego policzka, potem włosów, by w końcu wpleść w nie dłoń. Czarnowłosy schylił się, podniósł mnie i bez żadnego trudu zaniósł i posadził na niedaleko stojący stolik. Zayn nie przestawał mnie całować, a ja coraz bardziej zatracałam się w tym co się działo. Oplotłam nogi wokół jego bioder i kompletnie poddałam się czarnowłosemu. Jęknęłam cicho, gdy ugryzł mnie w wargę. Wsunął dłonie pod moją koszulkę i zaczął błądzić po dobrze sobie znanym terenie. Temperatura w pokoju poskoczyła o kilka stopni, czułam płomienie pod palcami.
Nasze języki się spotkały, oddechy zmieszały.
Chwyciłam brzeg czarnej koszulki chłopaka i sprawnie ściągnęłam mu ją przez głowę.
Moim oczom ukazał się odpowiednio umięśniony tors pokryty tatuażami. Wyglądał tak dobrze, tak niebezpiecznie, tak… sexy.
            Znowu zaczęliśmy się całować, a Zayn postanowił się zrewanżować i ściągnął mi koszulkę. Jego ręce zatrzymały się na zapięciu mojego stanika i nie przeciągając chwili, szybko mi go odpiął.
Teraz, gdy stykaliśmy się nagimi ciałami, oddech miałam przyspieszony, a policzki zarumienione. Zayn dotykał mnie wszędzie tam, gdzie nie powinien… jako, że nie był moim chłopakiem. Ja jednak nie czułam w tym momencie, jakby było to coś złego. Na chwilę obecną czułam, że tak właśnie powinno być; To właśnie Zayn powinien mieć prawo do robienia ze mną cokolwiek zechce. A wiedziałam, że dokładnie tak dzisiaj zrobi. Zrobi to, na co będzie miał ochotę, bo czarnowłosy nie miał skrupułów i zahamowań.
            Zayn zdecydowanym ruchem odpiął moje spodnie, podniósł mnie odrobinę i ściągnął ubranie. Zostałam jedynie w skąpych majtkach. Czarnowłosy obserwował mnie z żarem w oczach. Ten żar miał zaraz zamienić się w ogień.
Przyciągnęłam go i zatopiłam się w jego ustach, w między czasie odpinając jego spodnie. Śpieszyliśmy się, chcieliśmy pozbyć się swoich rzeczy jak najszybciej i jak najzręczniej. Zayn pomógł mi, zsuwając swoje spodnie i wyskakując z nich. Został jedynie w czarnych bokserkach, w których widać było tak duże wybrzuszenie, że aż zakręciło mi się w głowie. Podniosłam głowę i napotkałam jego rozbawione spojrzenie. Śmiał się po cichu, że przyłapał mnie, jak się gapię, a całkiem możliwe, że rozchyliłam wtedy usta. Zrobiłam niewinne oczy i przygryzłam wargę, a wtedy uśmiech zszedł z jego ust. Wydobył z siebie coś na kształt mruknięcia lub warknięcia i znów mnie zaatakował. Gdy ustami napierał na moje usta, ręce miał kompletnie zajęte, błądząc po całym moim ciele, na dłużej zatrzymując się na piersiach.
Ja sama nie szczędziłam mu pieszczot. Dokładnie zbadałam topografię Zayna, poprzez szerokie barki, umięśniony tors i twardy brzuch. W końcu zatrzymałam się na jego bokserkach, które nagle wydały mi się dziwnie nie na miejscu. Pomyślałam, że ich miejsce jest na podłodze, gdzieś w kącie. Zsunęłam mu je więc, a wprost do moich rąk wyskoczyła jego twarda męskość.
-Mm…- wyrwało mi się, gdy przesunęłam dłonią po całej jego długości.
-Megg… To znaczy Ma… -Zayn zaklął, a ja zaśmiałam się. –Cholera. Mam mówić na ciebie Megg czy Małgosia?
Na chwilę zamilkłam, zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Megg. –zadecydowałam w końcu. –Taką mnie poznałeś i taka jestem. W Anglii jestem Megg.
Właściwie to polubiłam Megg. Symbolizowała wszystkie zmiany, jakie dokonały się we mnie po przyjeździe tutaj. Megg oznaczała zupełnie inną dziewczynę. Odważną, doświadczoną, kochającą, zagubioną. Nieidealną. I to było piękne.
-Megg. –powiedział i uniósł kącik ust. –Ostrzegam cię, że będę dzisiaj bardzo niegrzeczny.
-Na to liczę. –odparłam, mocniej zaciskając dłoń na członku Zayna.
            Czarnowłosy nie potrzebował dalszej zachęty. Ściągnął moje majtki i teraz oboje byliśmy kompletnie nadzy. Przesunął mnie na sam skraj stolika i stanął między moimi nogami. Już sięgał gdzieś niedaleko stolika w kierunku gumki, kiedy chwyciłam go za nadgarstek.
-Nie, nie musisz. –powiedziałam. –Biorę tabletki. A skoro jesteśmy oboje zdrowi, to możemy śmiało dzisiaj niczego nie używać.
Zayn cofnął rękę i uniósł jedną brew. Oczy rozświetliły się mu jak u małego dziecka.
Poczułam jak napiera na mnie, tam na dole. Lada moment miał we mnie wejść, a ja wręcz drżałam, nie mogąc się doczekać.
-Tak właśnie powinno być. –powiedział cicho, muskając dłonią moje nagie ramię, wywołując gęsią skórkę. –Ty, ja. I ostry seks.
Wszedł we mnie mocno i bez zapowiedzi, a mi z ust wyrwał się głośny jęk. Chwycił mnie za biodra i przysunął jeszcze bliżej, zapewniając sobie do mnie dokładny dostęp. Wchodził we mnie do samego końca i szybko. Mięśnie brzucha napinały mu się, klatka piersiowa szybko unosiła. Pocałował mnie długo i namiętnie. Na chwilę zwolnił, wywołując u mnie falę dreszczy, a potem znowu przyspieszył.
Wciąż wbijał się i wbijał, a ja zaczęłam cichutko pojękiwać. Oplotłam ręce wokół szyi czarnowłosego, jeszcze bardziej zmniejszając przestrzeń między nami.
-Och… -wyszeptałam mu w usta.
Spojrzał na mnie upojonymi oczami, zwalniając. Wyszedł ze mnie, poczekał chwilę i wszedł. Znowu wyszedł i po chwili wszedł. Podbrzusze zaciskało mi się coraz częściej i gwałtowniej.
Zayn zsunął się ustami po mojej szyi, przygryzając przy okazji mój płatek ucha. Wydałam z siebie odgłos, ogarnięta tysiącem emocji.
Nagle czarnowłosy wyszedł ze mnie i cofnął się odrobinę. Chwycił mnie i pociągnął, więc zeskoczyłam ze stolika. Przesunął mnie przodem do ściany i stanął za mną. Sięgnął dłonią między moje nogi, rozchylając moje kobiece płatki. Wypięłam się automatycznie, niemal nabijając się na naprężoną męskość czarnowłosego. Chłopak podrażnił mój guziczek przyjemności, jeszcze bardziej zwiększając moją torturę i po chwili wszedł we mnie. Sapnęłam i podparłam się ściany. Taka pozycja zapewniała jeszcze głębszą penetrację i przyjemność. Zayn złapał dłońmi moje nabrzmiałe piersi i zaczął drażnić moje sutki. Wbijał się regularnie, popychając mnie na skraj. Zbliżałam się do przepaści i nie mogłam tego powstrzymać.
Czarnowłosy wykonał jeszcze kilka ruchów i doszłam z krzykiem. Wbijał się dalej, a mój orgazm trwał i trwał. Po chwili doszedł i on, wlewając się do środka.
Moje serce biło szybko, oddech miałam przyspieszony. Obróciłam się przodem do chłopaka i uśmiechnęłam, widząc ogień w jego oczach.
-Uwielbiam się z tobą pieprzyć. –powiedział. –Chodź.
            Tym razem przenieśliśmy się do jego sypialni, w której już nie raz uprawialiśmy seks. Wszystko zatoczyło kółko i tak oto znowu znajdowałam się tutaj, razem z nim.
-Tym razem zrobimy coś nowego. –zapowiedział.
Podszedł do szuflady i wyciągnął z niej coś podłużnego, dość grubego i dużego. Coś, co w sam raz zmieściłoby się w… och.
Zayn pociągnął mnie w stronę łóżka. W oczach miał niegrzeczne błyski. Położył się na plecach i posadził mnie na siebie.
-Ufasz mi? –zapytał, a ja nerwowo kiwnęłam głową.
Byłam zdenerwowana i niepewna, ale przede wszystkim podekscytowana. Wiedziałam, że Zayn nie zrobi mi niczego, co mogłoby mnie skrzywdzić.
            Czarnowłosy podniósł się trochę i sięgnął między moje nogi. Mina moja musiała być bezcenna, gdy poczułam, że ten dziwny przedmiot wsuwa się do… mojej pupy. No, tego jeszcze nie robiłam.
Zayn uśmiechnął się i położył, gdy podłużna rzecz tkwiła już dość głęboko w odpowiednim miejscu, a następnie nakierował mnie na swoją naprężoną męskość.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Czułam, że przedmiot rozpycha mnie, czegoś takiego nie czułam jeszcze nigdy. Jeszcze nigdy nie czułam niczego… tam. Ledwo mogłam się ruszać. A teraz Zayn chciał jeszcze normalnie we mnie wejść?
Zanim mogłam bardziej nad tym pomyśleć, czarnowłosy już we mnie wszedł. Mocno.
Krzyknęłam i to naprawdę głośno. Podparłam się po obu stronach jego głowy, podczas gdy on zaczął się poruszać. Wypychał biodra w górę, bezlitośnie się we mnie wbijając. Czułam, że nie będę potrzebowała dużo, by dojść. Nowe doznanie było… niesamowite. W ekspresowym tempie zrobiłam się mokra i twarda. Odgarnęłam włosy i pocałowałam Zayna, który z żarem odwzajemnił pocałunek. Nasze języki zaczęły wykonywać zawiły taniec. Mięśnie podbrzusza zaciskały mi się spazmatycznie, wszystko we mnie błagało o litość. Ale Zayn nie znał takiego słowa. Raz po raz, ostro wbijał się we mnie do samego końca, tak, że byłam na granicy przyjemności i bólu, czyli w miejscu idealnym. Jęczałam, podczas gdy Zan warknął i przyspieszył, o ile to było w ogóle możliwe. Doszliśmy razem, a ja mogłam z pełnym sumieniem stwierdzić, że jeszcze nigdy nie miałam orgazmu tak intensywnego i długiego.
Wbiłam paznokcie w pościel, podczas gdy w podbrzuszu poczułam wylewające się ciepło. Moja kobiecość pulsowała, niesamowicie zmaltretowana dzisiejszego dnia.
            Zayn stęknął, podniósł, podpierając się na łokciach i spojrzał na mnie z uczuciem. Nie trzeba było nic mówić. Czytaliśmy sobie z oczu. Czarnowłosy sięgnął za mnie i powoli wyciągnął magiczny przedmiot z mojej tylnej części ciała.
Krzyknęłam, gdy poprzedni orgazm, który wciąż nie minął, teraz znowu się nasilił.
Ugryzłam Zayna w ramię, na co ten zareagował warknięciem. Spojrzałam na niego szczęśliwym wzrokiem, on odpowiedział mi takim samym spojrzeniem.
Pocałowaliśmy się wolno, dokładnie i intymnie.
            Mogłam z pełną szczerością stwierdzić, że to była jedna z najlepszych nocy w moim życiu. No, jeśli nie liczyć czas, w którym myślałam, że Zayn nie żyje.
Leżałam w ramionach czarnowłosego, nie myśląc o niczym innym. Na myślenie przyjdzie jeszcze czas.

***
 Hej! 
Rozdział pojawił się wcześniej, niż planowałam, ale chyba nie macie nic przeciwko? ;)
Dzisiejszy wpis był dość "kolorowo" opisany, mam nadzieję, że nikomu nie zniszczyłam psychiki.
Kolejny rozdział pojawi się jakoś w okresie świątecznym, jeszcze przed sylwestrem, jeśli czas i wena pozwolą :)
Tradycyjnie proszę was o opinie, uwielbiam zwłaszcza te długie i szczegółowe.
Nie krępujcie się, im więcej komentujecie, tym większa motywacja i radość dla mnie.
Zapraszam też na mojego aska:
http://ask.fm/AntMegg
i Twittera:
https://twitter.com/AntMegg

Życzę Wam zdrowych, wesołych, rodzinnych i magicznych świąt.
Spełnienia marzeń, szalonego sylwestra i wspaniałego 2014 roku!
xoxo
 

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 49 "Tak jak kiedyś"



            Krok w prawo, dwa w lewo, wyskok, wymach włosami. Obrót, zmiana miejsc. Travis złapał mnie za biodra i podniósł w górę, gdzie wykonałam szybko odpowiednią pozę. Musiałam ją utrzymać i bałam się, że nie dam rady. To były pierwsze moje zajęcia od czasu wypadku i nie byłam pewna, czy nadal jestem tak samo sprawna.
Zamknęłam oczy i skupiłam całą moją uwagę na wykonywanej pozie. Udało mi się.
Travis opuścił mnie na ziemię, a ja z uśmiechem wykonywałam dalszą część układu.
Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Serce biło mi szybko i radośnie. Taniec był czymś, z czym nie mogłabym się rozstać. Był sensem mojego życia.
            Muzyka nieco się zmieniła i nadszedł czas na akrobatyczną część układu. Tak, jak to ustalił Travis, przesunęłam się na sam środek okręgu, który zrobiła grupa. Z pewnym utęsknieniem obserwowałam, jak Niall rzuca Jessicą w powietrzu w stronę Scotta. To miałam być ja. Westchnęłam, ale zaraz się uśmiechnęłam. Powinnam się cieszyć, że w ogóle mogę zatańczyć.
            Stałam na środku okręgu i czekałam, aż skończą. Travis miał przyszykowany dla mnie tutaj solowy układ, który będę wykonywać. Nie przedstawił mi go jeszcze, a ja wprost nie mogłam się doczekać aż go zobaczę.
            Chwilę później muzyka się zatrzymała i wszyscy jak na znak podbiegli do mnie, wzięli na ręce i zaczęli podrzucać. Zaczęłam się śmiać tak mocno, że prawie się popłakałam. Przez kilka, dobrych chwil zapomniałam o Danielle, która stała przy barierce naprzeciwko lustra i ostentacyjnie się rozciągała. Przez cały trening udawała, że w ogóle mnie nie zauważa; nie powiedziała w moją stronę ani jednego słowa. Była to miła odmiana i nie miałam nic przeciwko, żeby tak zostało. Na przeprosiny w każdym razie, nie miałam co liczyć.
W zasadzie, Danielle z nikim nie rozmawiała. Nie dlatego, że nie chciała, ale dlatego, że wszyscy inni nie chcieli mieć z nią do czynienia. Była z nami w grupie, bo znała układ, dobrze tańczyła i była potrzebna, by wszystko wypaliło na Mistrzostwach.
            Grupa wreszcie opuściła mnie na podłogę, a ja odetchnęłam i podziękowałam im za wszystko. Travis wysłał ich do szatni, by wzięli prysznic i się przebrali, a ja zostałam, by nauczyć się mojej części układu.
Nie było to łatwe. Spodziewałam się taryfy ulgowej, raczej mało zjawiskowego tańca, a tu jak zwykle, Travis przeszedł wszelkie moje oczekiwania. Układ był trudny, skomplikowany i robił niesamowite wrażenie. Idealnie komponował się z częścią akrobatyczną reszty grupy. Miałam dwa dni, by go opanować do perfekcji, a to oznaczało, że musiałam ćwiczyć nawet w domu. Na szczęście, miałam Nialla do pomocy.
            Po dwóch godzinach, gdy już zapamiętałam układ, choć nie wykonywałam go najlepiej, mogłam iść się przebrać. Ruszyłam więc do szatni i wzięłam prysznic, nucąc piosenkę, do której tańczyliśmy. Zamknęłam oczy, gdy woda dotknęła mojej skóry i zwilżyła włosy. Wmasowałam w skórę mój ulubiony żel o zapachu bananowym, czując przy tym każdy mięsień w moim ciele. Po treningu zawsze byłam obolała, jednak ja uwielbiałam ten ból. Brakowało mi go, więc teraz cieszyłam się, że wrócił.
            Nagle usłyszałam hałas, więc otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę drzwi. Czyżby ktoś został w szatni? Patrzyłam z napięciem, aż w końcu drzwi się otworzyły i ujrzałam głowę Harry’ego i jego niesamowicie pokręcone loki.
Pomrugałam chwilę, niepewna tego, co widzę.
-Harry? –zapytałam, a on wtedy uśmiechnął się tak, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki. Wszedł do środka.
Był na boso, miał na sobie czarne dżinsy i fioletowy, luźny T-shirt. Podszedł bliżej i stanął metr ode mnie, gdzie woda go nie dosięgała.
-Ładnie wyglądasz. –powiedział, a ja zarumieniłam się; Byłam zupełnie naga.
-Co ty tu robisz? –zapytałam, na co on tajemniczo wzruszył ramionami.
Wyszłam spod natrysku wody i szybko zamknęłam drzwi do szatni. Trening już się skończył, więc prawdopodobnie i tak nikt by tu nie wszedł, ale nigdy nie wiadomo. Może jakaś inna grupa taneczna miała po nas zajęcia?
            Wróciłam pod ciepłą wodę i spojrzałam wyzywająco na Harry’ego.
-Będziesz tak tam stał, czy może dołączysz do mnie? –zapytałam go, na co on uniósł jedną brew.
Zrobił jeden, mały krok przed siebie, potem drugi, a potem kolejny, cały czas patrząc mi w oczy. Wreszcie woda dosięgła go, mocząc włosy i ubrania, które przylgnęły do jego ciała, ukazując wspaniale wyrzeźbione mięśnie. Dotknęłam jego koszulki, poczułam przez nią twarde ciało mojego chłopaka. Ściągnęłam mu ją przez głowę. Mokre ubrania było ciężej zdjąć, jednak we dwójkę uporaliśmy się z tym w chwilę.
Westchnęłam i spojrzałam na Harry’ego, który miał przyspieszony oddech i rozjarzone, pobudzone oczy. Schylił się i pocałował mnie; krótko, by potem odsunąć się i jedynie muskać mnie wargami. Dłońmi ześlizgnęłam się z jego torsu w dół, ku zapięciu jego spodni. Prowokująco zahaczyłam o guzik, a drugą dłonią chwyciłam moją pierś i zaczęłam się nią bawić. Chłopak zmrużył oczy i w następnej chwili ugryzł mnie w dolną wargę. Zdusiłam krzyk i pokręciłam głową z uśmiechem. Odpięłam jego spodnie i razem z bokserkami, szybko mu je zdjęłam. Chwyciłam w dłonie naprężoną męskość Harry’ego i zsunęłam się w dół, by ukucnąć. Teraz, gdy było mi wygodniej, mogłam zacząć prawdziwą zabawę.
            Masując całą długość jego członka, patrzyłam z satysfakcją na jego wciąż napinające się mięśnie. Dotknęłam językiem sam czubek męskości, zatoczyłam nim dwa małe kółeczka. W końcu otworzyłam szerzej usta i wprowadziłam go głębiej. Harry wydał z siebie jęk i podparł się ręką kafelków. Woda tryskała na nas cały czas, rozrzucając krople wokoło. Moje ruchy zaczęły być miarowe, językiem oplatałam czubek i całą długość przyrodzenia Harry’ego. Ciężko dysząc, Harry dłońmi chwycił moją głowę i zaczął nadawać rytm. Wsuwał się naprawdę głęboko i kilka razy nieomal się zakrztusiłam. Poczułam, że się zbliża do końca, że niedługo dojdzie. Chwyciłam więc jego pośladki i wtem poczułam, że gorąco wylewa się w moich ustach. Połknęłam więc wszystko, co mi dał, notując w myślach, że zrobiłam to po raz pierwszy i wcale nie było tak źle.
            Wstałam i z satysfakcją zobaczyłam lekkie zadziwienie i zadowolenie na twarzy mojego chłopaka. Jego silne, męskie dłonie, wędrowały po całym moim ciele, a wciąż naprężona męskość Harry’ego napierała na mój brzuch. Chłopak podniósł moją nogę i oparł ją o swój bark; w ten sposób zrobiłam szpagat na stojąco. Dla mnie, jako tancerki, nie był to żaden problem.
-To chyba nowość. –wyrzuciłam z siebie, gdy Harry szykował się do wejścia we mnie w takiej pozycji.
-Dobre nowości nie są złe. –odparł na to i cały czas patrząc na mnie swoimi błyszczącymi, podnieconymi oczami, wszedł we mnie do końca.
Jęknęłam, ale zaraz mój jęk został stłumiony przez rozpalone usta Harry’ego. Jego ruchy stały się ostre, szybkie i głębokie. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w krew szumiącą w moich uszach. Czułam, że dzisiaj nie potrzeba mi dużo, by dojść. A Harry dawał mi naprawdę dużo. Poczułam, że podbrzusze zaciska mi się kurczowo, oddychałam jak po ciężkim treningu. Harry warknął, intensywnie patrząc mi w oczy, wykonał kilka ostrych pchnięć i w tym samym czasie dotknął moje wrażliwe miejsce między nogami. To wystarczyło, bym doszła z krzykiem.
Mój chłopak wlał się do środka, a ja byłam spokojna, bo od kilku dni bałam tabletki antykoncepcyjne. Teraz, seks był jeszcze lepszy.
-O mój Boże. –westchnęłam, opuszczając nogę i przytulając się do Harry’ego. –To było super.
-Mhm. –pocałował mnie, uspokajając oddech.
            Staliśmy jeszcze chwilę pod prysznicem, aż w końcu zakręciliśmy wodę i udaliśmy się w stronę szatni. Roześmiałam się w połowie drogi do mojej szafki.
-Harry, twoje ciuchy są mokre. Powiedz, że wziąłeś coś do przebrania.
Zagubiona mina mojego chłopaka była warta wszystkiego.
***
            Następnego dnia, z uśmiechem szłam na zajęcia. Teraz już zawsze szłam z uśmiechem na zajęcia, bo wiedziałam jaką jestem szczęściarą, że mogę tańczyć.
Szłam ramię w ramię z Niallem w stronę budynku, w którym odbywały się treningi, kiedy zastąpiła nam drogę młoda dziewczyna. Na oko, powiedziałabym, że jest w moim wieku. Miała krótkie, blond włosy i mnóstwo piegów na nosie. Była bardzo ładna.
-Cześć. –powiedziała, uśmiechając się uprzejmie. –Jestem dziennikarką i pracuję dla Daily News 2. Miałam nadzieję, że porozmawiam z tobą chwilę, Megg.
Zdziwiona, uniosłam brwi. Byłam pewna, że będzie chodzić jej o Nialla.
-Nie ma problemu. –powiedziałam i kiwnęłam blondynowi głową. –Będę za chwilkę.
Niall wziął ode mnie torbę i ruszył w stronę sali. Zanim zniknął za rogiem, odwrócił się i zrobił w moim kierunku śmieszną minę. Parsknęłam śmiechem i pokiwałam mu, a następnie skierowałam całą swoją uwagę na jasnowłosą dziennikarkę.
-Słucham, o co chodzi? –zapytałam, siląc się na uśmiech. Nie lubiłam wywiadów, zwłaszcza, że nie byłam przecież nikim popularnym.
-Powiem ci prosto z mostu. –powiedziała, patrząc na mnie zimno. Nagle cała słodycz zniknęła z jej głosu. –Nie jestem żadną dziennikarką. Jestem zwykłą dziewczyną, która chodzi tutaj niedaleko do szkoły. Wiem o tobie praktycznie wszystko; Tancerka, ukochana Harry’ego, sympatia Zayna, bla, bla, bla. I na myśl przychodzi mi jedno pytanie. Co jest w tobie, kurwa, takiego wyjątkowego, że zainteresowało się tobą całe One Direction?!
Cofnęłam się o krok i rozejrzałam w poszukiwaniu pomocy. Oczywiście, jak na złość, nikogo w pobliżu nie było.
-Posłuchaj… e… -nie wiedziałam, jak się do niej zwrócić, jako, że się nie przedstawiła.
-Nie, to ty posłuchaj! –ze złości przeskoczyła teraz w głośne szlochanie. –Kocham One Direction od czasów X Factora, byłam z nimi przez cały czas! Mam wszystkie ich albumy, mnóstwo plakatów, osobiste autografy! Kocham Harry’ego! Harry Styles powinien kochać mnie, a nie ciebie! –łzy skapywały jej po zarumienionych policzkach. –Z jakiej racji to ty spędzasz z nim każdą minutę? Z jakiej racji przyjaźnisz się z Niallem Horanem, Zaynem Malikiem, Louisem Tomlinsonem i Liamem Paynem? Co takiego zrobiłaś, skąd się w ogóle wzięłaś?!
            Nagle zza rogu wybiegł rosły mężczyzna w czarnym garniturze. Czym prędzej chwycił dziewczynę za ręce i odciągnął ją w bok.
-Nie zasługujesz na nich! –wrzeszczała, gdy ochroniarz wyprowadzał ją za drzwi. –To ja powinnam być na twoim miejscu! To mnie powinien Harry kochać! To mnie powinien Zayn pożądać! To mnie powinien…
Drzwi się zamknęły i już nie usłyszałam, co chciała powiedzieć. Przełknęłam ślinę i powoli odwróciłam się w stronę schodów. Idąc do sali treningowej, naszła mnie myśl, że dokładnie tak czuje się każda fanka One Direction. Nienawidzą mnie. Zdałam sobie sprawę, że tutaj w Anglii, zrobiłam sobie więcej wrogów, niż kiedykolwiek w moim życiu. Należałam do osób wrażliwych i nie potrafiłam się tym nie przejmować, a wiedziałam, że dokładnie to powiedziałby mi Harry; Albo Zayn, albo Liam, Niall czy Louis.
Wzięłam więc głęboki oddech i weszłam na salę, przywołując uśmiech na twarz.
            Dzisiejszy trening był tak samo intensywny jak wczoraj, a nawet bardziej. Tym razem zatańczyłam moją część układu podczas części akrobatycznej. Szło mi o wiele lepiej niż ostatnio, choć oczywiście, wciąż nie zadowalająco. Teraz liczyły się treningi, treningi i jeszcze raz treningi.
-Zostały nam tylko trzy dni! –ryknął Travis, klaszcząc. –Czwartego dnia odpoczywamy, a piątego jedziemy na Mistrzostwa! –puścił muzykę od początku. –Jeszcze raz!
            Czułam się półżywa, gdy w końcu, wieczorem, zwolnił nas do domu. Poszliśmy pod prysznice, a potem przebraliśmy się w ciszy. Każdy z nas najpewniej chciałby coś powiedzieć, ale zwyczajnie nie miał siły.
            Wsiadłam z Niallem do auta i jęknęłam, gdy poczułam całe moje obolałe ciało.
-Chyba nie dam rady potem wysiąść z auta. –powiedziałam.
-Nie dam rady dojść do łóżka. –poparł Niall.
            Gdy jednak stanęliśmy pod domem, perspektywa zjedzenia czegoś dobrego wygrała. Weszliśmy do domu, gdzie natknęliśmy się na ekipę filmową.
Zastygłam w przerażeniu. Oni nie powinni mnie przecież widzieć.
-Spoko! –zawołał Louis, widząc moją minę. –Skończyliśmy kręcić film.
Odetchnęłam i minęłam oniemiałego kamerzystę i towarzyszącą mu kobietę.
-Kto… kto to jest? –zapytała kobieta, na co Harry przygarnął mnie do siebie i uśmiechnął się szeroko.
-To jest Megg, moja dziewczyna. –wyjaśnił. –Mieszka z nami tutaj.
-Mieszka… z wami? –spojrzała na kamerzystę, który zrobił śmieszną minę. –Jak mogliśmy to przeoczyć?
-Już my się o to postaraliśmy. –Louis by bardzo dumny z siebie. –A teraz, odprowadzę państwo do wyjścia.
Zawiedziona, dwuosobowa, ekipa filmowa udała się ku drzwiom.
-Misja zakończona sukcesem. –powiedziałam i spojrzałam z uśmiechem na Harry’ego.
Mój chłopak obdarzył mnie swoim wyjątkowym, zielonym spojrzeniem, po czym pocałował czule.
-Co powiecie na jakiś dobry film, by uczcić ten tydzień? –zaproponował Liam, co wszyscy przyjęli bardzo entuzjastycznie. No, prawie wszyscy.
Zayn pokręcił głową i zgarnął kluczyki z półki nad kominkiem.
-Ja sobie raczej odpuszczę. –powiedział. –Muszę wracać do hotelu.
            I wtem przypomniałam sobie, że umowa była przecież taka, że czarnowłosy będzie mieszkał tu tylko na czas kręcenia filmu.
Jeszcze kilka dni temu pewnie bym próbowała go zatrzymać, namówić innych, by mógł zostać. Nie tym razem jednak. Coś sobie postanowiłam i miałam zamiar się tego trzymać. Jeśli chciał wracać do hotelu, to niech wraca.
-To był fajny tydzień. –powiedział Liam i uścisnął przyjaciela.
-Wpadaj kiedy chcesz. –dodał Niall, klepiąc Zayna po plecach.
Louis kiwnął głową w stronę Zayna, a Harry po prostu mierzył go lodowatym spojrzeniem. Wątpiłam, że ich relacje kiedykolwiek się ocieplą.
-Na razie, Megg. –rzucił chłopak w moim kierunku. Zarówno głos jak i spojrzenie miał smutne.
-Na razie, Zayn. –odparłam, a wtedy on odwrócił się, chwycił walizkę, którą najpewniej przyszykował sobie wcześniej i wyszedł przez główne drzwi.
            Poczułam smutek i żal, ale oczywiście nie dawałam tego po sobie poznać.
Usiadłam na kanapie i wtuliłam się w Harry’ego, podczas gdy Louis włączał film, a Niall i Liam szykowali popcorn i inne przekąski. Wieczór zapowiadał się na miły. Wtem przypomniałam sobie rozhisteryzowaną fankę One Direction, na którą wpadłam dzisiaj rano. Ona najpewniej oddałaby wszystko, by być teraz na moim miejscu. Miałam pewnego rodzaju poczucie winy; Czy rzeczywiście na to wszystko zasługiwałam? Z drugiej strony, nie wszystko zawsze było kolorowo. Tak samo teraz, kiedy czułam, jakby brakowało pewnej cząstki mnie.
           Na szczęście film szybko odwrócił moją uwagę. Po prawie dwóch godzinach seansu, zmęczeni udaliśmy się do swoich sypialni. Harry poszedł pod prysznic, a ja zaczęłam się rozbierać, by przebrać się w piżamę. Brałam prysznic po treningu, toteż nie musiałam się myć teraz. Odsłoniłam łóżko i ze zdziwieniem zobaczyłam kartkę, leżącą na mojej poduszce. To był list. Otworzyłam go i przeleciałam wzrokiem treść. Zdusiłam krzyk; To był list samobójczy od Zayna.

***
 Hej, hej ;)
Nie wiem, czy czytaliście na moim Twitterze, ale kilka dni temu miałam chwilę natchnienia i wymyśliłam dokładny plan tego, jak zakończy się opowiadanie.
Wiem już, co pisać i w jakim kierunku wszystko pójdzie :)

Tak sobie myślę, że pojawią się jeszcze 3 rozdziały, może 4.
Dzięki za wszystkie komentarze, niezwykle motywują do dalszej pracy!
Niektóre są tak pełne emocji, że o kurde :D
Cieszę się, że moje opowiadanie ma na was taki wpływ.

Kolejny rozdział postaram się dodać w święta, jako taki miły akcent :)
Trzymajcie się ciepło!
xoxo

http://ask.fm/AntMegg
https://twitter.com/AntMegg