sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 1 "U Travisa"


Naukę tańca rozpoczęłam mając 15 lat. To późno, jak na ogólnoświatowe standardy. Byłam najgorsza w grupie. Dopiero po roku intensywnej pracy coś drgnęło. Okazało się wtedy, że mam niesamowity talent, wyczucie rytmu i wspaniałe ruchy. Przegoniłam najlepszych w szkole tańca, do której uczęszczałam. Wiedziałam, że taniec to coś, co chcę robić w życiu. Mając 17 lat, zostałam doceniona i dostałam przepustkę do Londynu, gdzie miałam się uczyć pod okiem najlepszych w tej dziedzinie.
            Byłam właśnie w drodze na pierwsze zajęcia. Zostałam przydzielona do dziewięcioosobowej grupy, którzy zostali wybrani przez swoich trenerów. Czułam się niezwykle wyróżniona. Z uśmiechem weszłam do dużego, potężnego budynku, z którego można było usłyszeć różne rodzaje muzyki. Przedstawiłam się pani recepcjonistce i ruszyłam we wskazanym przez nią kierunku. Doszłam do sali, w której sześć osób już się rozciągało i wykonywało różnego rodzaju ćwiczenia. Sala była naprawdę duża. Podłoga i ściany były zachowane w ciepłych, jasnych kolorach. Z przodu, rozciągały się rzędy luster, w których można było idealnie śledzić swoje ruchy. Przy wieży stereofonicznej stał wysoki, czarnoskóry mężczyzna. Od razu go rozpoznałam. Był to mój nowy trener i mentor. Podeszłam do niego i przedstawiłam się.
-Jestem Megg Ant. –powiedziałam, uśmiechając się. –Przyjechałam z Polski.
-A tak, czekałem na ciebie. –odparł, ściskając mi rękę. –Travis Mudd.
-Miło mi wreszcie pana poznać. –mężczyzna był bowiem chodzącą legendą. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że dostałam szansę zobaczenia się z nim i tańczenia pod jego nadzorem.
-Przebierz się i zacznij rozgrzewkę. –polecił Travis. –Za chwilę zaczynamy.
            Ruszyłam do szatni, przylegającej do naszej sali ćwiczeń. Ubrałam luźne spodnie i top na ramiączkach. Włosy związałam w krótką kitkę. Na potrzeby tańca ścięłam włosy do ramion, by nie przeszkadzały mi za bardzo. Spryskałam się moim ulubionym dezodorantem i założyłam wygodne, sportowe buty. Gdy jednak wróciłam do sali, zobaczyłam, że nikt nie ma butów, a jedynie skarpetki. Szybko je więc ściągnęłam i wrzuciłam do szatni. Było już nas osiem. Wciąż brakowało jednej osoby. Nikt jednak nie marnował czasu. Z ciekawością obserwowałam kolegów w grupy. Nikt nie rozmawiał ze sobą, a jedynie rozciągali się, zataczali piruety i wykonywali imponujące skoki. Każdy chciał wypaść jak najlepiej. Wprawdzie miałam tu miejsce, jednak w każdej chwili mogłam zostać wyrzucona. Nie chciałam nawet dopuścić do siebie myśli, że coś takiego mogłoby się stać. Zaczęłam się rozgrzewać, jednocześnie kątem oka obserwując moich nowych znajomych. Gdy doszła już dziewiąta osoba, mogłam wreszcie dokonać kompletnych oględzin. Było czterech chłopaków i pięć dziewczyn. Wszyscy byliśmy mniej więcej w tym samym wieku. Każda z dziewczyn w swój sposób się wyróżniała. Pierwsza z nich była dość niską Chinką z długimi, czarnymi włosami, które teraz związała w kitkę. Widać było, że jest pewna siebie. Druga z dziewczyn była mulatką i miała dredy w kolorze jasnego brązu. Od razu mogłam stwierdzić, że jest wyluzowana i kocha hip hop. Trzecia miała wyjątkowo oryginalną urodę. Była blada, piegowata i naturalnie ruda. Lekko falowane włosy sięgały jej do pasa. Miała niebieskie oczy i małego, czarnego pieprzyka tuż pod okiem. Ubrana raczej skromnie, sprawiająca wrażenie bardzo delikatnej. Gdy wykonywała piruety, jej płomienne włosy mieniły się na tysiąc kolorów. Na pewno robiła wrażenie. Czwarta dziewczyna była najwyższa. Miała na głowie burzę loków w kolorze złocistego miodu. Przybrała zadziorną minę mówiącą „jestem najlepsza”. No i byłam ja, średniego wzrostu dziewczyna o kasztanowych włosach z grzywką na bok i zielonych oczach. Z wszystkich dziewczyn z grupy wyróżniałam się najmniej, ale to było mi tylko na rękę. Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi.
Chłopacy sprawiali dobre wrażenie. Pierwszy z nich miał brązową brodę i dużo włosów w nieładzie. Sprawiał wrażenie zaniedbanego, mającego zlew na cały świat. Mimo to, biła od niego pozytywna energia. Można było śmiało stwierdzić, że jest najstarszy z grupy. Drugi z chłopaków był bardzo przystojny. Krótkie, czarne włosy postawił na żel, a ubrania dopasował do swojej sylwetki tak, że można było tylko wzdychać. Trzeci miał długie, proste włosy w kolorze blond. Wyglądał na inteligentnego, ale czy taki naprawdę był, nie wiedziałam. Ostatni był blondynem, który na swój sposób był słodki. Widać było, że nie może się doczekać zajęć. Podskakiwał w miejscu, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Co chwila zerkał na rudowłosą dziewczynę, widać było, że mu się spodobała.
Akurat gdy skończyłam oględziny, Travis podszedł bliżej nas i zaklaskał głośno.
-Witajcie w mojej Szkole Tańca Mudd. –powiedział, podczas gdy my podeszliśmy do niego. –Zostaliście wybrani i sprowadzeni w różnych końców świata. Ufam, że moi przyjaciele, którzy was wybrali podjęli dobrą decyzję. Nie rozczarujcie mnie. Ze mną nie będzie luzu. Czeka was ciężka praca, wiele wyrzeczeń i łez. Jeśli komuś to nie odpowiada, może teraz wyjść i wrócić do domu.
Nikt się nie ruszył. Część z nas była śmiertelnie poważna i potakiwała głowami. Inna zaś część uśmiechała się i kręciła w miejscu, podekscytowana.
-Zaczniemy od krótkiej prezentacji każdego z was. –zadecydował nasz mentor. –Puszczę muzykę i będziecie musieli do niej zatańczyć i pokazać na co was stać. Zdaję sobie sprawę, że każdy z was preferuje inny rodzaj tańca. W tej szkole jednak musicie być dobrzy w każdej dziedzinie. Mówiąc dobrzy mam na myśli –najlepsi! Dopasujcie się do muzyki, którą wam podam i zaprezentujcie się przed waszymi nowymi kolegami. Chciałbym też usłyszeć kilka słów od was, zanim zaczniecie tańczyć. Zacznijmy od ciebie. –wskazał na dziewczynę w dredach. –Wyjdź na środek i pokaż na co cię stać. Wszyscy siadają pod lustrami i obserwują!
Usiedliśmy pod lustrami, mając doskonały widok na daną osobę, która będzie tańczyć. Dziewczyna wyszła na środek, kompletnie się nie denerwując. Związała dredy w kitkę i podciągnęła luźne spodnie.
-Mam na imię Missy. –odparła. –Mam 19 lat. Pochodzę z Włoch. Tańczę profesjonalnie od czterech lat. Mój ulubiony styl to hip hop. Gdy byłam mała, mama zapisała mnie na balet. Nie muszę chyba mówić, że to okazało się katastrofą.
Przez salę przebiegła fala śmiechu. Faktycznie, Missy nie pasowała do klasycznych tańców.
-Nie ma się co śmiać. –zadudnił Travis. –Pod moim okiem będziecie opanowywać wszystkie rodzaje tańca. Jeśli do tej pory ktoś nie lubił baletu, najwyższy czas by zacząć!
Mudd puścił klasyczną, wzniosłą muzykę. Missy wytrzeszczyła oczy, ale po chwili wzruszyła ramionami i zaczęła improwizować. Nie szło jej źle, ale też nie bardzo dobrze. Jej mina zaczęła rzednąć. Wykonała parę hip hopowych ruchów, tyle, że w zwolnionym tempie. Było to całkiem zabawne, ale nikt nie odważył się zaśmiać.
Gdy minuta dobiegła końca, a Travis wyłączył muzykę, dziewczyna z napięciem czekała na werdykt.
-Musimy nad tobą popracować. –odparł oschle, po czym wskazał następną osobę, tym razem chłopaka. –Teraz ty.
Missy usiadła z niewyraźną miną i skrzyżowała nogi. Na środek sali z kolei wyszedł długowłosy blondyn w luźnej, lekko ubrudzonej koszulce.
-Jestem James. –przedstawił się. –Pochodzę z Korei Północnej. Tańczę od dziecka, właściwie każdy styl solowy. Wygrałem ogólnokrajowy konkurs Freestyle w wieku 15 lat. Teraz mam 21.
Z głośników rozbrzmiał dubstep. James oszalał. Wykonał bardzo skomplikowane ruchy taneczne, wiele popisów akrobackich. Popisał się idealnym wyczuciem rytmu i wczuciem w rodzaj muzyki. Tańczył naprawdę rewelacyjnie. Zaczęłam się denerwować tym, jak ja wypadnę.
Minuta dobiegła końca, a Travis kiwnął z uznaniem głową.
-Widać efekty twojego wieloletniego treningu. –powiedział, pokazując by usiadł. –Następny!
Na środek wyszła rudowłosa dziewczyna. Mimowolnie zerknęłam na blondyna, który teraz z szeroko otwartymi oczami obserwował tancerkę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Nazywam się Jessica. –powiedziała. Miała delikatny głos. Nie była klasyczną pięknością, ale miała w sobie coś, co zatrzymywało wzrok na sobie. –Tańczę od 10 roku życia. Zajęłam trzecie miejsce w łyżwiarstwie figurowym w Norwegii, skąd pochodzę. Mam 18 lat.
Travis puścił jej hip hopowy kawałek. Zauważyłam, że robił na przekór. Chciał, by tancerz zatańczył coś, w czym nie jest dobry.
Jessica trochę zagubiona, zaczęła tańczyć. O dziwo, poszło jej całkiem nieźle. Gdy skończyła, minę miała taką, jakby przegrała na loterii. Chyba nie zdawała sobie sprawy jaka jest dobra.
-Ładnie wywarzone ruchy, ale z takim hip hopem sławy nie zdobędziesz.
Potem zaprezentował się przystojny brunet z włosami na żel. Przypominał mi trochę Cristiano Ronaldo.
-Możecie mówić mi Jake. –odparł obojętnym tonem. Z miejsca go nie polubiłam. Miał zbyt wysokie mniemanie o sobie, co było widać na kilometr. –Tańczę od pięciu lat, ale jestem lepszy od wielu innych, którzy tańczyli dłużej ode mnie. Mam 20 lat i staram się być najlepszy. Taniec mam we krwi. Pochodzę z Ameryki.
Usłyszeliśmy popowy kawałek, którego Jake od razu się podjął. Westchnęłam. Był naprawdę dobry, nie przesadzał. Może i był zarozumiały i zbyt zapatrzony w siebie, ale umiejętności tanecznych nikt nie mógł mu odmówić.
-Dobrze tańczyć, ale pamiętaj, że zawsze znajdą się lepsi od ciebie. –powiedział mu mądrze Travis. –Musisz ćwiczyć do upadłego, by być perfekcyjnym w tym co robisz.
Potem przyszła kolej na Chinkę. Miała bardzo ładną figurę, wręcz stworzoną do tańca.
-Jestem Jean. –zapowiedziała się. –Tańczę właściwie od momentu, w którym nauczyłam się chodzić. Lubię każdy styl, staram się po równo rozkładać na nie ćwiczenia. Mam 19 lat i pochodzę z Chin.
Miała zabawny akcent, przez który wszystkim wypływał uśmiech na twarzy.
Zatańczyła klasyczny kawałek z baletu. Czarowała swoim tańcem. Jej nogi ledwie dotykały podłogi. Była perfekcyjna w tym co robi. Nie miała jednak zarozumiałej miny, ani wyższości wypisanej na twarzy.
-Jestem pod wrażeniem, Jean. –pochwalił ją Travis. –Oby tak dalej.
Na środek sali wyszedł chłopak, sprawiający wrażenie zaniedbanego.
-Siema, jestem Scott. –odparł. –Mam 23 lata i pochodzę z Australii. Tańczę od ośmiu lat. Uwielbiam street dance.
Nasz mentor puścił mu jazz. Chłopak tańczył odważnie i pewnie. Popełnił parę błędów, które nawet ja zauważyłam, ale szybko się o tym zapominało. Scott naprawdę miał talent.
-Widzę w tobie potencjał. Poćwiczymy i będziesz jednym z najlepszych. –powiedział Travis.
Po  nim zaprezentowała się blondynka z burzą loków. Gdy szła na środek sali, aż za nadto kręciła pupą. Odchrząknęła wysokim głosem, po czym zaczęła mówić:
-Mam na imię Raven, mam 17 lat. Być może o mnie słyszeliście. Wygrałam ukraiński konkurs na najlepsze improwizacje. Nie ma tańca, którego bym nie umiała. Potrafię zatańczyć do każdego rodzaju muzyki. W moim rodzinnym miasteczku na Ukrainie jestem niezwykle sławna. Cieszę się, że zostałam wyróżniona i zaszczycona możliwością przyjechania tutaj i pokazania siebie, choć nie zdziwiłam się jakoś mocno.
Chyba nie tylko ja miałam niewyraźną minę. Dwóch chłopaków spojrzało po sobie, a ja nawiązałam kontakt wzrokowy z Missy. Obie zgodnie uniosłyśmy brwi. Jedynie Jake wydawał się być zafascynowany blondwłosą Raven. Travis wyglądał tak, jakby miał się zaraz roześmiać.
-Pokaż na co cię stać, Raven. –powiedział, włączając czysty rap.
Dziewczyna zrobiła usta w dziubek i seksowną pozę. Po chwili zaczynała wymachiwać rękami i nogami, jednocześnie poruszając całym ciałem. Potrafiła trząść pupą i piersiami w jednym momencie i to z dobrym efektem. Westchnęłam. Jest niezła. Miałam ochotę pacnąć się w czoło. Oczywiście, że jest niezła. Na cały świat wybrali jedynie 10 osób. Raven może i była stuknięta, ale potrafiła tańczyć. Tańczyła nawet wtedy, gdy Travis wyłączył muzykę.
-Już wystarczy, Raven. –odparł trener. –Daj zatańczyć też innym.
Blondynka uśmiechnęła się figlarnie, po czym potruchtała na swoje miejsce. Zdziwienie nie schodziło z mojej twarzy tak długo, dopóki na salę nie wyszedł blondyn, który wcześniej nie spuszczał wzroku z Jessici. Teraz z kolei w ogóle na nią nie patrzył, jakby chciał pokazać, że żadna dziewczyna nie robi na nim wrażenia.
Chłopak  był ubrany w luźne, dresowe, czarne spodnie i biały podkoszulek. W ten sposób pokazał swoje ładnie umięśnione ramiona. Na głowie miał fioletową czapkę Full Cap.
-Jestem Niall. –przedstawił się. –Mam 19 lat. Pochodzę stąd. Tańca uczę się od… -chłopak zawahał się. Z mojego miejsca zobaczyłam, że się zarumienił. –Od dwóch miesięcy.
Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Wszyscy oprócz mnie. Ja odetchnęłam. Myślałam, że będę jedyną osobą, co tańczy od niedawna.
-To nieważne jak długo kto tańczy. –odezwał się w końcu Travis. –Jeśli ktoś naprawdę to potrafi i to kocha, będzie tańczył równie dobrze. Nie obawiaj się, Niall. Nauczę cię wszystkiego co umiem i wytrenujemy cię. Trish cię wybrała z tego co wiem, prawda? –gdy Niall potaknął, Travis uśmiechnął się. –Trish jest jedną z najlepszych tancerek  na świecie. Jeśli dostałeś się do jej klasy, a potem ona cię wybrała z wszystkich chętnych, musisz być naprawdę dobry. Zatańcz dla nas.
Rozległa się jedna z popularniejszych obecnie piosenek. Bardzo rytmiczna, choć trudna do zatańczenia. Z ciekawością czekałam aż Niall zrobi pierwszy ruch.
I gdy nagle zaczął tańczyć, wszystkim opadły szczęki. Może też dlatego, bo spodziewali się zupełnego nieudacznika. Niall wykazał się idealnym wyczuciem rytmu, wkładał niezwykłe emocje w swój taniec. Popełniał błędy i widać było, że jest początkujący, jednak wyglądał na takiego, co szybko się uczy.
-Cieszę się, że Trish cię wybrała. –powiedział Travis, kiwając w zadumie głową. –Będziesz musiał pracować ciężej niż pozostali, ale widzę w tobie to, co widziała w tobie Trish. Będziesz znakomitym tancerzem.
Radość jaka zagościła na twarzy Nialla była nieopisana. Widać było, że bardzo chciał usłyszeć takie słowa. Zaczęłam bić brawo i szybko dołączyli do mnie pozostali. Jedyne osoby, które nie klaskały była Raven i Jake. Unieśli brwi i spoglądali gdzieś w bok. Najwyraźniej nie spodziewali się, że będą chodzić do klasy z początkującym.
Nagle zdałam sobie sprawę, że zostałam jeszcze tylko ja. Wzięłam głęboki oddech, po czym wstałam. Poczułam na sobie dziewięć par oczu. Zobaczyłam, że Jean spogląda na mnie uważnie, siedząc nieruchomo. Missy do mnie mrugnęła, a Jessica uśmiechnęła się, dodając otuchy. Raven uniosła brwi, wyrażając tym swoje znudzenie i zwątpienie w moje umiejętności. Jake podobnie, bardziej interesowały go jego paznokcie niż moja osoba. James lekko się uśmiechał, podobnie jak Scott. Niall z kolei, wciąż zarumieniony ze szczęścia, obserwował mnie spod czapki rozkojarzony.
-Hej. Jestem Megg. –przedstawiłam się, przywołując uśmiech na twarz. Zaczęłam się trochę denerwować. –Mam 17 lat i tańczę od dwóch lat. –zignorowałam zdziwione spojrzenia. Dwa lata to również mało, choć nie tak mało jak dwa miesiące. Niall otworzył szeroko oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie. Poczuł się teraz pewnie o niebo lepiej. –Lubię hip hop, freestyle, street dance, jazz, trochę funky. Jestem z Polski, zostałam wybrana przez Marcina Nowakowskiego.
Travis pokiwał z uznaniem głową.
-Pokaż nam swoje umiejętności.
Włączył mi jazz z domieszką popu, czyli coś co lubiłam najbardziej. Zadowolona, zaczęłam tańczyć. I choć z początku się stresowałam, potem się całkowicie otworzyłam. Gdy tańczyłam, zapominałam o całym świecie. Dałam z siebie wszystko.
Gdy muzyka się zatrzymała, poczułam gorzkie rozczarowanie. Zerknęłam na twarze innych. Widać było na nich podziw i uznanie.
-To było dobre, Megg. –odezwał się Travis, zakładając na siebie ręce. –Masz dryg do tańca. Wstańcie teraz wszyscy i ustawcie się przede mną.
Stanęliśmy naprzeciwko lustra. Uspokajałam swój oddech, podczas gdy Travis chodził w tą i z powrotem przed nami.
-Jak sami widzieliście, wszyscy potraficie tańczyć. –oznajmił. –Niektórzy z was tańczą od kilkunastu lat, niektórzy od paru lat, a niektórzy od paru miesięcy. –tu spojrzał na Nialla. –Jednak każdy z was ma w sobie to coś, co pozwoliło wam dotrzeć tutaj. Cieszę się, mając każdego z was pod moją opieką. Będziemy ciężko trenować, by być najlepszymi i by zdobyć mistrzostwo świata!
Tak, bo o to stawka się toczyła. Za rok miały odbyć się największe mistrzostwa w tańcu, jakie kiedykolwiek wymyślono. Odbywały się co cztery lata.
-Będziemy się widywać trzy razy w tygodniu, po parę godzin. Macie się stawiać na każdym spotkaniu i nie marudzić. Będziecie zmęczeni i obolali, ale taka jest cena za to co chcemy osiągnąć! Dzisiaj zatańczymy po trochu z każdego stylu tańca, by się rozruszać. Następny trening zrobimy jutro.

***
Mam nadzieję, że się podobało!
Było to wprowadzenie niezbędne do mojego opowiadania :)
Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć.

W następnym rozdziale Megg pozna chłopaków!
Dajcie znać co myślicie. Czy taka długość może być?
xoxo

5 komentarzy:

  1. Mam nadzieję że to zwykły zbieg okoliczności, że zaczełaś pisać o tańcu i one direction pare godzin po tym jak na moim blogu ukazał się 1rozdział o podobnej tematyce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykły zbieg okoliczności :) Moje opowiadanie ma już 25 stron w Wordzie, piszę je od tygodnia. Dzisiaj wpadłam na pomysł, by przelewać je na bloga.

      Usuń
  2. To jest boski.Nigdy nie czytałam niczego lepszego. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie <3

    OdpowiedzUsuń